Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapach. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 kwietnia 2016

Styczeń, luty, marzec - nowości

Witajcie!
Jakiś czas temu postanowiłam, że zdecydowanie ograniczę ilość kupowanych przeze mnie kosmetyków i tym samym skończę z comiesięcznymi postami-tasiemcami z nowościami. Tego typu notki będę się ukazywały co jakiś czas i będą zawierały podsumowanie zakupów z kilku miesięcy:-).

Na początku roku postanowiłam zrealizować kupon od Colour Alike i kupiłam 3 lakiery - dwa brokatowo-metaliczne (Red Moon i Dark Sea) i jeden do stempli B. a Venus, którego używałam tutaj KLIK.


Na początku roku wygrałam rozdanie, które zorganizowała na swoim Instagramie Monika i dzięki temu trafiła do mnie duża świeca Yankee Candle.


Pozostając w tematyce zapachowej, trafiły do mnie jeszcze 4 woski - Moonlight, Lemongrass & Ginger, Peony i My serenity.


Ze względu na to, że płyn mój micelarny dobija do dna,zaopatrzyłam się w olejkową wersję płynu z AA. 


Początkowo miałam w planie kupić srebrną wersje topu Diamonds are forever, jednak, gdy stanęłam przez szafą Wibo postanowiłam kupić złoto:-). Ale nie wykluczam, że wrócę po srebro:-).


Tuż przez świętami dotarła do mnie paczka z Born Pretty Store, o której pisałam tutaj KLIK.


Miłego dnia!

czwartek, 20 sierpnia 2015

Yankee Candle Orange Splash

Latem bardzo rzadko używam wosków zapachowych. Ze względu na upały przez ostatnich kilka tygodni omijałam je szerokim łukiem. Jednak teraz, gdy temperatura zdecydowanie się obniżyła, nie przeszkadzają mi delikatne zapachy unoszące się z kominka:). W czasie ciepłych miesięcy zazwyczaj wybieram woski o owocowych zapachach (jeśli oczywiście już po nie sięgam). Dlatego też dzisiaj przybliżę Wam zapach Orange Splash z Yanke Candle.


Orange Splash to zapach cukierków o smaku pomarańczowym. Na pewno nie przypomina on zapachu prawdziwych pomarańczy, jest zdecydowanie mniej naturalny. Warto mieć to na uwadze, jeśli rozważacie jego zakup.
Zapach wosku nie jest zbyt intensywny. Zazwyczaj wrzucam do kominka ok. 1/4 tarty, natomiast tym razem musiałam jeszcze dołożyć mały kawałek, aby zapach był bardziej wyczuwalny. Pewnie w dużej mierze wynikało to z tego, że kominek znajdował się w większym pomieszczeniu i zapach zbyt się rozpraszał. W każdym razie zapach jest świeży i nieduszący. Daje o sobie delikatnie znać, bez zbędnego"obciążania" naszego nosa:).


Wosk można kupić na przykład tutaj KLIK, kosztuje 7 zł.

Lubicie owocowe zapachy, a może latem zupełnie rezygnujecie z palenia wosków czy świeczek:)?

Pozdrawiam!
Piątek

poniedziałek, 9 lutego 2015

Ulubieńcy stycznia

Z zamiarem wprowadzenia "ulubieńców" nosiłam się już od listopada. Jednak dopiero wraz z nowym rokiem postanowiłam wprowadzić ten pomysł w życie. Przy okazji chciałabym się rozliczać ze sobą w sprawie postanowienia odnośnie książek;) - minimum jedna na miesiąc. Posty "ulubieńcowe" będą się oczywiście pojawiać wtedy, gdy będę miała się czym pozachwycać:)
Dzisiaj zapraszam Was na ulubieńców stycznia:).


Zimą zazwyczaj rezygnuję z mocno matującego pudru z Kryolanu i powracam do nieco lżejszego pod tym względem produktu z Essence fix&matte!, który w tej porze roku sprawdza się u mnie świetnie. Dodatkowo ostatnio borykam się z ogromnym przesuszeniem na policzkach, co było kolejnym argumentem, dla którego zrezygnowałam ze wspomnianego Kryolanu. Jak widzicie posiadam jeszcze starą wersję pudru z Essence, ale niewiele już mi go zostało. Dobrze matuje, nie przesusza dodatkowo mojej skóry. Wymaga jednej poprawki w ciągu dnia.


Moim kolejnym problemem jest spora ilość zmian trądzikowych oraz blizn, które po nich pozostały. Dlatego w styczniu musiałam powrócić do kółka kamuflującego z Kryolanu. W tej chwili sprawia, że w dużym stopniu wszelkie niedoskonałości mam zamaskowane. Jak widzicie w pudełku znajduje się 6 odcieni kamuflażu, z których używam trzy najjaśniejsze.  Chciałabym kiedyś napisać na jego temat obszerniejszą recenzję, mam nadzieję, że mi się to uda:).


Zapachem stycznia jest mój prezent świąteczny, czyli kolejna Puma. Tym razem mam okazję używać wody toaletowej, a nie jak dotąd perfumowanych dezodorantów. Z tych drugich byłam bardzo zadowolona, ale woda zdecydowanie bije je na głowę. Time to play to słodki, kwiatowo-owocowy zapach, który bardzo długo utrzymuje się na ciele czy ubraniu. 


Na początku stycznia wybrałam się z mężem do kina na trzecią część Hobbita. Dwa poprzednie filmy oglądałam na dvd, jednak ostatni postanowiliśmy obejrzeć na dużym ekranie. Te dwie i pół godziny minęły bardzo szybko. Film bardzo mi się podobał - jeśli ktoś jeszcze go nie widział, to serdecznie polecam:).


Pierwsza książka przeczytana:). Nie spodziewałam się, że tego typu forma pisania przepadnie mi do gustu. Love, Rosie kupiłam w Biedronce. Jak zwykle przekartkowałam książkę w sklepie i widziałam, że jest tak sporo dialogów prowadzonych za pośrednictwem internetowego komunikatora, jednak nie spodziewałam się, że cała książka będzie prowadzona w formie rozmów internetowych, e-maili i listów. Rozmowy ukazują bieżące wydarzenia i emocje, a listy i e-maile odnoszą się minionych zdarzeń (m.in. do spotkań bohaterów). Po kilku pierwszych stronach byłam zaskoczona i szczerze mówiąc delikatnie rozczarowana, ale postanowiłam czytać dalej. Wbrew moim przewidywaniom książka wciągnęła mnie, a jej forma sprawiła, że czytało się ją bardzo szybko. Jeśli chodzi o samą historię, to jest to opowieść o dwojgu ludzi, którzy są dla siebie, ale z różnych przyczyn nie mogą ze sobą być. Mam nadzieję, że w żaden sposób nie zdradza to Wam fabuły;).

Co Wy polubiłyście w poprzednim miesiącu? A może przeczytałyście jakąś ciekawą książkę? Dajcie znać w komentarzach:).
Pozdrawiam!
Piątek

czwartek, 27 listopada 2014

Yankee Candle Honey Glow

Hej!
W notce o październikowych nowościach pokazałam Wam kolejne  woski z Yankee Candle, w dużej mierze o jesiennych i zimowych zapachach. Dzisiejszym bohaterem jest produkt, który wybrałam z czystej ciekawości. Z jednej strony kusił mnie, a z drugiej opis sugerował, że zapach może być bardzo ciężki i duszący. Mowa o Honey Glow, który pochodzi z tegorocznej jesiennej kolekcji Q3.


Wosk przyszedł do mnie nieco poturbowany, dlatego też postanowiłam go topić w pierwszej kolejności. Honey Glow należy (o dziwo) do owocowej linii zapachowej, a wyczuwalne aromaty to miód i woda kolońska. I właśnie tego drugiego się obawiałam:).


Wosk już w opakowaniu pachnie bardzo intensywnie, dlatego też do kominka wrzuciłam jego niewielką ilość. Akurat w przypadku tego zapachu była to dobra decyzja, bo maleńki kawałek tarty zamiast dusić, dawał przyjemny aromat.

Honey Glow to zapach mocnych perfum, ale nie tak natarczywych, jak w przypadku November Rain. Miód dla mnie jest niewyczuwalny (może to i lepiej...). Wosk palony w dużych ilościach może być bardzo męczący, ale odpowiednio dozowany jest przyjemnym elementem jesiennych wieczorów:). 

Mimo, że nie przepadam za ciężkimi, perfumowanymi zapachami, to jednak ten produkt mnie do siebie przekonał. Wosk na pewno nie zginie w czeluściach mojego pudełka. Wręcz przeciwnie, mam w planie co całkowicie wypalić:).

Produkty z Yankee Candle dostępne są tutaj KLIK, a wosk Honey Glow tutaj KLIK.

A jakie zapachy umilają Wam jesienne wieczory? 
Pozdrawiam!
Piątek

czwartek, 23 października 2014

Pink Sands Yankee Candle

Pink Sands to wosk, który zaliczany jest do rześkiej grupy zapachów Yankee Candle. Kupiłam go już dawno temu. Wtedy nie miałam jeszcze możliwości kupowania wosków stacjonarnie, więc zamawiałam je niejako "po omacku" przez internet, korzystając z oferty drogerii internetowej goodies.pl. Tak na dobrą sprawę nadal mam ograniczony wybór wosków, które mogę pomacać i powąchać, ale zawsze coś jest:).


Pink Sands  to różowy wosk, który łączy w sobie aromaty cytrusów, słodkich kwiatów i wanilii, czyli zapowiadał się bardzo obiecująco. Jednak przed spaleniem go w kominku (czytaj: kiedy wąchałam go w opakowaniu) nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Zapach wydawał się być dość duszący, dlatego cały czas odkładałam moment jest palenia. Jednak nie byłoby tej recenzji, gdybym w końcu się na to nie zdecydowała:).
Jak zwykle początkowo paliłam go w małych ilościach. Zapach nie był tak intensywny i duszący, jak sobie początkowo wyobrażałam. Dlatego podczas kolejnej zapachowej sesji wrzuciłam do kominka zdecydowanie większy kawałek tarty.
Na początku czułam delikatny zapach wanilii, ale w miarę topienia się wosku na pierwszy plan wybijały się owocowe nuty zapachowe. Nie jestem w stanie wskazać, jakie konkretnie są to owoce, ale zapach jest przyjemny i słodki (ale nie przesłodzony).


Różowe piaski na pewno nie znikną zapomniane w czeluściach mojego pudełka :-). Na pewno chętnie sięgnę po ten zapach kolejny raz (został mi jeszcze kawałek, który powinien wystarczyć na dwa palenia). Wosk jest dostępny tutaj KLIK i kosztuje 7 zł.

Napiszcie mi, jaki wosk najchętniej byście wypróbowały? Może kuszą Was Różowe Piaski?
P.S. Obrazki na woskach są przeurocze :-).

poniedziałek, 15 września 2014

Kosmetyczne Skarby cz. 4 - zapachy

Projekt Kosmetyczne Skarby zaproponowany przez Hexxanę ma trwać do końca września, czyli jeszcze nieco ponad 2 tygodnie. Mam nadzieję, że uda mi się zmieścić w wyznaczonym czasie, bo oprócz dzisiejszego posta mam do pokazania produkty do ust, do oczu oraz lakiery do paznokci. Niby niewiele, ale mam teraz mało czasu na robienie zdjęć, a do tego pogoda jest kapryśna, stąd moje wątpliwości. W każdym razie lakiery pojawią się już niedługo, a co do reszty - mam nadzieję, że zdążę:).

Na dzisiaj przygotowałam post z zapachami.W porównaniu do poprzednich nie będzie on zbyt długi, ponieważ nie jestem osobą, która kolekcjonuje zapachy - po prostu posiadam ich tyle, ile potrzebuję:).


Zazwyczaj kupując zapachy, albo korzystam z promocji, albo sięgam po te z nieco niższej półki cenowej. W moim zbiorze aktualnie znajdują się: mgiełka, dezodorant perfumowany w sprayu i wody toaletowe czy perfumowane.


Zacznę od najmniejszych, czyli jabłuszek Apple Roxanne, które można zakupić na wyspach Golden Rose. Te wody toaletowe mają pojemność 18 ml i ich zapachy podobno są odpowiednikami znanych perfum (nie wiem, czy to prawda, bo droższych odpowiedników nie posiadam). W każdym razie, żółte jabłuszko dostałam już spory czas temu i jego oznaczenie to W4 (według informacji na stronie beauty-stul.pl jest to odpowiednik perfum Rush Gucci) Czerwone jabłuszko, które kupiłam niedawno, to W14 i ma być odpowiednikiem perfum J'adore Christiana Diora. Jeśli macie porównanie, to dajcie znać, czy jabłuszkowe zapachy mają cokolwiek wspólnego z droższymi perfumami:). 


Mgiełki z Playboya są dostępne w Rossmannie i jak to mgiełka ma w zwyczaju ich zapach nie utrzymuje się zbyt długo. Ja posiadam dwie sztuki, obie o tym samy zapachu z serii Pin Up (jedną mam w domu, drugą trzymam w pracy). Jest to dla mnie dobra alternatywa na cieplejsze dni, kiedy mocniejsze zapachy stają się dla mnie zbyt duszące. Moja wersja to połączenie nektaru z brzoskwini, jaśminu i nut zapachowych kremowej pralinki:).


Powyżej widzicie moją drugą buteleczkę perfumowanego dezodorantu w sprayu z Pumy. Wcześniej posiadałam fioletową wersję Jam, teraz, jak widzicie używam różowego Animagical. Ten produkt w porównaniu do poprzednika utrzymuje się zdecydowanie krócej, ale mimo wszystko jego zapach jest bardzo intensywny. Nie jestem osobą, która wyczuwa poszczególne nuty zapachowe, po prostu zapach jako całość, albo mi się podoba, albo nie:). Dlatego korzystając z informacji ze strony wizaz.pl KLIK wypisze Wam poniżej wszystkie informacje:).

Nuta głowy: różowy grejpfrut, lemonka (nie wiem, czy nie chodzi o limonkę)
Nuta serca: papaja, frezja, lilia wodna
Nuta bazy: czekolada, drewno

Kiedy już zużyję ten produkt pewnie sięgnę po wodę perfumowaną, albo z serii Jam, albo Animagical:). Aha, polecam Wam również męskie zapachy z tych dwóch linii.


Mój "odświętny" zapach, czyli woda toaletowa Sunflowers od Elizabeth Arden. Kupiłam ją z kuponem, który obniżał cenę chyba o 40%, czyli zapłaciłam za nią o wiele mniej. Zapach jest bardzo przyjemny i wyjątkowo długo się utrzymuje. Na pewno kupię go ponownie, kiedy już ta buteleczka mi się skończy:). Poniżej ponownie informacje ze strony wizaz.pl KLIK.

Nuta głowy: bergamotka, melon, brzoskwinia, drzewo różane
Nuta serca: cyklamen, osmatus, jaśmin, róża herbaciana
Nuta bazy: drzewo sandałowe, mech, piżmo


Na koniec woda perfumowana, która nie załapała się na zdjęcie główne, ponieważ zupełnie zapomniałam, że ją posiadam. W wirze moich ubiegłorocznych przeprowadzek ten zapach wrzuciłam do wielkiej kosmetyczki, którą później schowałam i nie zaglądałam do niej przez bardzo długi czas.
Zapach jest owocowy i bardzo intensywny, a jego trwałość określiłabym jako średnią.



Napiszcie w komentarzach, jakie są Wasze ulubione zapachy:).
Piątek

poniedziałek, 28 lipca 2014

Yankee Candle, Under The Palms - projekt Lipiec dzień 28

Nie macie wrażenia, że szał na Yankee Candle nieco osłabł? Jeszcze rok temu, a nawet pół roku temu co chwilę pojawiały się posty o nowych zapachach. Chociaż może to też mieć związek z wypuszczanie nowych serii zapachowych? I właśnie wtedy o YC robi się nieco głośniej. W każdym razie ja te woski lubię, ale, jak możecie zauważyć czytając posty z nowościami, kupuję je w sposób zupełnie losowy, tzn. nieuwzględniający aktualne kolekcje zapachowe. Co więcej miałam w planach co jakiś czas publikować notki na temat wosków, które aktualnie palę, ale niestety nie jest mi po drodze z tymi postami. Ostatni (a pierwszy dotyczący konkretnego wosku) napisałam chyba w styczniu:). Pora to zmienić, dzisiaj post o Under The Palms:).


Under The Palms to letni zapach, który ma kojarzyć się z tropikalnym wakacjami:). Aromaty składające się na ten zapach to trawa morska, liście palmowe i kokos. Dwa pierwsze są mi całkowicie nieznane, tym bardziej chciałam się przekonać, co wyniknie z takiego połączenia zapachowego. Tym bardziej, że wosk zamawiałam w ciemno w sklepie internetowym (ale już drugą sztukę do rozdania kupiłam stacjonarnie w Intermarche:)).

Wosk "na surowo", przed stopieniem go w kominku, miał wyjątkowo intensywny zapach, dlatego też postanowiłam spalić tylko jego małą cząstkę (ok. 1/5 całości, a może nawet mniej). Zaletą tart jest to, że poprzez wydzielanie mniejszych lub większych ich części mamy wpływ na intensywność zapachu podczas palenia. Sprawdziło się to w przypadku Under The Palms, mały kawałek dał przyjemny, nie tak bardzo intensywny aromat. Co do samego zapachu, to jest on dosyć słodki (kokos jest leciutko wyczuwalny), ale nie należy on do grupy orzeźwiających. Palony w większych ilościach może być duszący, przez co nie każdemu przypadnie do gustu. Przez dłuższy czas nie byłam w stanie stwierdzić, z czym mi się on kojarzy, ale teraz już wiem. Bardzo przypomina mi zapach suchego szamponu z Batiste w wersji tropikalnej, ale jest nieco cięższy.


Po Under The Palms spodziewałam większego orzeźwienia, jednak zapach mnie nie rozczarował, ponieważ jest bardzo przyjemny. W jego przypadku należy jedynie pamiętać, że palony w większych ilościach staje się bardzo duszący. Należy on też do grupy zapachów, które warto powąchać stacjonarnie.

Mój egzemplarz kupiłam w sklepie internetowym Goodies.pl za 7 zł. Podejrzewam, że całość wystarczy mi na 5-6 paleń.

A Was ominął szał na Yankee Candle, czy może skusiłyście się na jakieś zapach? Jakie polecacie?
Pozdrawiam, Piątek!

poniedziałek, 31 marca 2014

Marcowe nowości

Hej!
Dzisiaj ostatni dzień miesiąca, więc przychodzę do Was z rzeczami, które przygarnęłam w marcu. Troszkę się tego nazbierało, zacznę jak zwykle od kosmetyków i lakierów.

Na pierwszy ogień idzie pielęgnacja. Wiele kosmetyków równocześnie postanowiło się skończyć, więc musiałam uzupełnić zapasy.


Zacznę od lewej:
  • Oliwka z aloesem Johnson's - kupiłam z myślą o przesuszonej skórze na łokciach i kolonach.
  • Balsam do ciała z AA, głęboko odżywiający - jestem bardzo ciekawa, jak się sprawdzi. Jeszcze nigdy nie miałam tego typu produktu z AA, zawsze używałam balsamów z Garniera.
  • Morelowy krem na dzień Soraya z serii Piękna Cera - ma matować;), zobaczymy...
  • Krem na noc z Eveline - mam nadzieję, że będzie się sprawował tak dobrze, jak jego poprzednicy z AA KLIK i Sorayi KLIK.
  • Maseczki z AA i Perfecty - w końcu trzeba się nawilżać i oczyszczać;)
  • Płyn dwufazowy do demakijażu oczu z Ziaji - uwielbiam go (to już moje 5 czy 6 opakowanie), ale postanowiłam, że w końcu napiszę o nim kilka słów i następnym razem skuszę się na coś innego:).

Czas na lakiery, jako pierwsze możecie obejrzeć Celebrity Nails z Wibo. Posiadam 3 kolory, z których dwa pokazywałam już na blogu. Moje odcienie to:
  • Holiday KLIK
  • My Charming
  • Pastel Love KLIK


W Rossmannie skusiłam się również na sondę do zdobienia paznokci.


Kostka z lakierami Essie z serii Resort 2014 chodziły za mną od momentu, w którym pojawiły się jej zapowiedzi. Kolory są fantastyczne.



Zachęcona recenzją Mavii z bloga Lakierowe wywiadówki kupiłam 4 lakiery z China Glaze na stronie Eurofashion KLIK (każdy za całe 5 zł;)).

Moje kolory to:
  • Lap of Luxury
  • III Dark
  • Conga to my cabana
  • Don't touch my tiara (ten jest trochę podobny do Essie Jamaica me crazy, może kiedyś zrobię porównanie)



W tym samym sklepie zamówiłam również srebrną nitkę, a pozostałe ozdoby dostałam gratis.


W Rossmannie skorzystałam z możliwości zakupienia zapachów z 40% zniżką. Skusiłam się na dwa: Sunflowers Elizabeth Arden oraz Animagical z Pumy. Pierwszy z nich to dla mnie całkowita nowość, ale zapach jest fenomenalny, a słoneczniki wyjątkowo pozytywnie mi się kojarzą. Z Pumy miałam już zapach - Jam, który bardzo długo się utrzymywał i był przez dłuższy czas moim ulubieńcem. To skłoniło mnie do wypróbowania innego. Poza tym męska wersja Animagical też świetnie pachnie:).


W Biedronce skusiłam się na jeden z organizerów:).


I na zestaw kosmetyczek. Były cztery, ale dwie oddałam siostrze, mi została największa i najmniejsza.


W końcu kupiłam nową torebkę, bo poprzednia była już mocno wyeksploatowana.


Pisałam Wam kilka postów temu, że zgubiłam chustkę. Nie mogłam tego przeboleć i kupiłam nową (cechą, która łączy ją z poprzedniczką są frędzle;)).


I to wszystko.
Używałyście któregoś z kosmetyków?

Pozdrawiam, Piątek!

wtorek, 11 marca 2014

Nowości książkowo-zapachowe

Hej!
Dzisiaj krótki post z moimi zakupami książkowymi i zapachowymi. Korzystając z możliwości zamówienia produktów bez doliczania kosztów przesyłki skusiłam się na zakupy w dwóch sklepach internetowych.

W księgarni internetowej Lideria KLIK kupiłam trzy książki - "Złodziejka książek", "Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie nową twarz","Maybelline". A w Tesco do koszyka wpadła mi książka Ewy Chodakowskiej.



A w sklepie internetowym Goodies KLIK zaopatrzyłam się w cztery nowe woski Yankee Candle (dwóch z nich nie udało mi się zamówić przy poprzednim zamówieniu). Wiem, że zaniedbałam kwestie zapachowe na blogu, ale mam nadzieję, że uda się do tego wrócić niebawem.


Skusiłam się na:
Soft Blanket
Black Coconut
Black Cherry
Under The Palms

To tyle na dzisiaj, następnym razem wrócę z czymś konkretniejszym:).
Pozdrawiam, Piątek!

wtorek, 3 grudnia 2013

Fresh Cut Roses - Yankee Candle

Uwaga! Uwaga! Oto pierwsze palenie!

Już pisałam Wam o tym, że już jakiś czas temu zdecydowałam się kupić kilka wosków na próbę KLIK. Ale im dłużej one leżały w szufladzie, tym bardziej intensywniej pachniały, gdy ją otwierałam. Dlatego nadszedł czas na pierwsze palenie.

Na pierwszy ogień idzie różowość Fresh Cut Roses, można go kupić na stronie goodies.pl .


Podczas wąchania "na zimno" wosk przypominał zapach kwiatów charakterystyczny dla kwiaciarni, więc przed odpaleniem zapowiadał się dosyć dobrze.


Dla bezpieczeństwa (czyt. dobrego samopoczucia w razie porażki) wykroiłam niewielką ilość tarty (ok. 1/8).


Do palenie użyłam kominka,który dostępny jest w Rossmannie za ok. 10 zł. jednak, jeśli ktoś chciałby spalić cały wosk na raz, to powyższy kominek byłby zbyt mały.


Odpaliłam i czekałam.... Przezornie robiłam to w większym pomieszczeniu.


Wosk rozpuścił się bardzo szybko. I co? I klapa. Kwiaciarniany zapach róż zamienił się w zapach cukierka o smaku róży. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie był tak bardzo intensywny i przesłodzony, ba! duszący. Na szczęście mała ilość wosku sprawiła, że zapach skoncentrował się tylko w jednym pomieszczeniu. Dlatego też postanowiłam wyjść i przeczekać w innym miejscu (ale nie zgasiłam podgrzewacza).


Wróciłam po pół godzinie, zapach oczywiście był, ale zelżał i zrobił się dużo przyjemniejszy. Nadal pachniał cukierkiem różanym, ale już mniej słodko i intensywnie. Czyli może być.


Fresh Cut Roses moim ulubieńcem nie zostanie i na pewno ponownie go nie kupię. Jak dla mnie jest zbyt przesłodzony. Jednak wypalę go do końca, bo po odczekaniu kilkunastu minut zapach robi się znośny.

Mam nadzieję, że po średnim początku mojej przygody z woskami, później będzie już dużo lepiej.

Pozdrawiam, Piątek!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...