Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lipca 2018

Wyjazdowa kosmetyczka - Projekt Lipiec 2018 dzień 3.

Nie wiem, czy w tym roku będzie mi dane gdzieś pojechać. Może w  ostatniej chwili pojawi się jakaś opcja wyjazdu wakacyjnego. Nie ukrywam, że powitałabym z uśmiechem chociaż dwa dni odpoczynku poza domem. Dzisiaj pokażę Wam, co znalazłby się w moje wyjazdowej kosmetyczce, która w porównaniu do tej sprzed kilku lat uległa znacznemu wyszczupleniu. 

poniedziałek, 2 lipca 2018

Tusz Mega size lashes od Eveline - Projekt Lipiec 2018 dzień 2.

Cześć. Jak Wam mija dzień?

Dzisiaj chciałabym przedstawić tusz, który kupiłam zupełnie przypadkowo podczas jednej z promocji w Rossmannie. Zazwyczaj, w kwestii wyboru kosmetyków do rzęs, podążałam do szafy Maybelline, ponieważ zawsze odnajdywałam tam coś, co się u mnie sprawdzało. Tak też było i tamtego dnia, ale że byłam w nieco większym Rossmannie, to skorzystałam z okazji, aby obejrzeć kosmetyki z szaf, które nie są dostępne w najbliższych mojego miejsca zamieszkania drogerii. Tak też było w przypadku Eveline. Kosmetyki tej firmy często przewijają się przez Instagram. Na przykład w tej chwili na mojej liście kosmetyków do wypróbowania jest m. in. paleta cieni do powiek Burn w mojej ulubionej ciepłej kolorystyce. Pewnie przy okazji przyjrzę się jej z bliska😊. Ale wróćmy do tematu, czyli tuszu do rzęs. 


wtorek, 18 lipca 2017

Maybelline The Colossal Volume Express Smokey Eyes, czyli kolejny tusz do rzęs - Projekt Lipiec dzień 18.

Witajcie!
Dzisiaj kolejny post kolorówkowy z tuszem w roli głównej. Tym razem wróciłam do mojej ulubionej linii, czyli produktów w żółtym opakowaniu z serii The Colossal. Podstawową, codzienną wersję lubiłam, ale całkowicie ujął mnie efekt jaki osiągałam używając opcji Cat Eyes, której niestety nie ma już w Rossmannach (zachęcam Was do odszukania postów na ich temat za pomocą wyszukiwarki znajdującej się na pasku bocznym).Tym razem bliżej przyjrzę się kolejnej wersji - Smokey Eyes.
 
 

sobota, 25 marca 2017

Wibo tusz Rock with me

Dzisiaj przyszła pora na kolejną recenzję tuszu do rzęs. Tym razem na pierwszy plan wychodzi Rock with me od Wibo. Wspominałam już o nim w notce na temat promocji w Rossmannie, dlatego nie jest żadną tajemnicą, że tusz sprawdzał się u mnie świetnie. Początkowo nie miałam wobec niego żadnych dużych oczekiwań (dlaczego? - o tym później), ale ostatecznie stał się jednym z moich ulubieńców:-).
 

Tusz wygrałam bardzo dawno temu w jednym z konkursów organizowanych przez Wibo. I jak zwykle u mnie, przeszedł on solidną kwarantannę w szufladzie zanim postanowiłam po niego sięgnąć (stąd jeszcze stare logo na opakowaniu). Całe szczęście był nieotwierany, więc mogłam się cieszyć idealnie świeżym produktem. To pozytyw, niestety dla mnie tusz chyba został wycofany, bo nie widzę go ani na stronie Wibo ani w Rossmannie. Szkoda, bo zrobiłabym małe zapasy...
 
Chyba kiedyś miałam już okazję używać jakiegoś tuszu z Wibo, ale to było bardzo dawno temu i szczerze mówiąc pisząc nawet nie pamiętam, jak się u mnie sprawdzał. Po ten produkt sięgałam niepewnie. Glównie ze względu na ogromną i dziwną szczotkę. Już w wyobraźni widziałam powieki usmarowane tuszem (bardziej niż zazwyczaj:-)).
 
 
Szczotka jest naprawdę dziwna. Z jednej strony włosie jest proste i krótkie (malowałam nim dolne rzęsy), z drugiej dłuższe układające się w spiralę (używałam do górnych rzęs). Nabiera ona sporo tuszu, szczególnie zaraz po otwarciu produktu, kiedy jest on dosyć rzadki.
 
 
Jeśli chodzi o jego wygląd na rzęsach, to delikatnie sklejał rzęsy. Jednak mnie to nie przeszkadzało, ponieważ tusz fantastycznie podkreślał i.... uwaga... podkręcał rzęsy:-). Precz z zalotką! Szybko przypomnę, że z natury moje rzęsy są proste jak patyki. Dlatego każdy produkt podkręcający je jest u mnie mile widziany:-). Tusz nie pozostawiał na rzęsach grudek, ale w miarę "starzenia się" pod koniec dnia zaczynał się delikatnie osypywać.
 
Poniżej efekt na rzęsach. Nie wiem, jak to się stało, ale nie mam żadnego ujęcia od frontu. Widocznie koniecznie chciałam Wam pokazać to podkręcenie:-).
 






Czy znacie jakiś tusz, który dawałby podobny (a najlepiej taki sam) efekt na rzęsach? Będę wdzięczna za jakiekolwiek podpowiedzi, bo nie ukrywam, że bardzo żałuję, że zawczasu nie kupiłam dodatkowego opakowania:-).

Lubicie tusze Wibo? Jakie macie o nich zdanie? Używałyście Rock with me?
Też robicie zapasy kosmetyczne? Koniecznie dajcie znać w komentarzach:-).

Miłego dnia!

poniedziałek, 21 listopada 2016

Tusz The Colossal Volum' Express Cat Eyes od Maybelline

Tusze w charakterystycznych żółtych opakowaniach z serii Colossal z Maybelline to produkty, do których wracam co pewien czas próbując ich kolejne warianty. Wszystko zaczęło się od podstawowej, ale wodoodpornej wersji KLIK, następnie przyszedł czas na niebieskie rzęsy KLIK, później bohater dzisiejszego posta, czyli wersja Cat Eyes, a od niedawna testuję opcję Smoky Eyes, o której pewnie jeszcze kiedyś będzie mowa:-).


Jak już wspomniałam tusz jest zamknięty w charakterystycznej dla serii żółtym, beczułkowatym opakowaniu, które mieści w sobie 9,5 ml produktu. W przypadku wersji Cat Eyes wszelkie napisy są utrzymane w pomarańczowej, metalicznej kolorystyce. Ponadto na zakrętce pojawił się wzorek lamparcich cętek, który ma nawiązywać do nazwy tuszu:-).


Tusze dostępne są w szafach Maybelline, np. w Rossmannach (EDIT: nie widzę go aktualnie w Rossmannie - dlaczego drogeria wycofuje wszystkie tusze, które się u mnie świetnie sprawdzają???, ale jest dostępny np. w drogerii internetowej iperfumy.pl), ale też co pewien czas można je znaleźć w Biedronkach, gdzie mają niższą cenę (teraz żałuję, że nie kupiłam go kiedy był w sprzedaży kilka miesięcy temu). Produkt nadaje się do użycia przez 6 miesięcy od momentu otwarcia. W moim przypadku starczył na 3-4 miesiące codziennego użytkowania. Następnie zaczął wysychać i osypywać się.
 

Jak widzicie na powyższym zdjęciu szczoteczka jest wąska i zaokrąglona z jednej strony (górne rzęsy malowałam wklęsłą stroną, dolne - wypukłą). Nabiera sporo tuszu, dlatego podczas nakładania produktu na rzęsy może powodować ich sklejanie. Na pewno nie jest to szczotka, które daje efekt idealnie rozczesanych rzęs, ona zdecydowanie je mocniej podkreśla. Dwie warstwy tuszu były dla mnie wystarczające (tyle widzicie na zdjęciach).

Produkt idealnie spełniał swoje zadanie - bez problemu podkreślał i podkręcał moje proste rzęsy bez wsparcia ze strony zalotki:-). Niestety kształt szczotki sprawiał, że bardzo łatwo brudziłam tuszem powieki (widzicie to na zdjęciach), co oczywiście później można było szybko wyczyścić patyczkiem kosmetycznym. Cat Eyes wytrzymywał na rzęsach cały dzień bez osypywania (zaczął to robić po kilku miesiącach od otwarcia).
 




 
 
Lubicie tusze Maybelline? Jak się u Was sprawują? Które polecacie?
 
Miłego dnia! 

wtorek, 25 października 2016

Podsumowanie promocji w Rossmannie, czyli nowości w mojej kosmetyczce

Hej! Jak Wam mija dzień? U mnie niestety ciemno i ponuro, czyli idealne "kocykowa" pogoda:-). Aby przełamać tę jesienną aurę skłaniającą do "nicnierobienia" postanowiłam coś napisać:-).
Dzisiaj pokażę Wam produkty, które kupiłam podczas promocji w Rossmannie. Nie jest ich dużo, z czego jestem bardzo zadowolona, dlatego też nie zajmę Wam zbyt wiele czasu:-).


W pierwszym tygodniu obniżek, kupiłam konturówkę z Lovely z serii Perfect Line w odcieniu 1, która jest zdecydowanie bardziej neutralna niż numerek 2 KLIK, który już posiadałam. Ponadto do mojego koszyka trafiło serum z Wibo (kupiłam je bez zniżki). Długo zastanawiałam się nad zakupem lakierów. Jednak odcienie, po które sięgałam w drogerii wydawały mi się wtóre w stosunku do tych, które już posiadam. Myślałam również o zamówieniu internetowym lakierów z Manhattanu (w pobliskich Rossmannach nie mam takiej szafy), jednak ostatecznie z niego zrezygnowałam - tym bardziej, że planowałam zakup jesiennej kostki z Essie.


Podczas promocji na makijaż oczu chciałam kupić kolejne opakowanie tuszu Rock with me od Wibo. Niestety nie był dostępny, dlatego do domu przywędrowałam z dwoma innymi (bardzo logiczne) - Mega Size Lashes z Eveline i Lash Senational z Maybelline.


W przypadku kosmetyków do makijażu twarzy zależało mi jedynie na zielonych korektorach z Lovely:-). Poprzednia sztuka spisywała się u mnie świetnie. Jednak ich mała pojemność nie wystarcza na długo, stąd aż trzy opakowania:-).


Koniecznie pochwalcie się, co kupiłyście:-). Poszalałyście, czy może podeszłyście do promocji z dystansem?
Pozdrawiam!

niedziela, 9 października 2016

Promocja -49% w Rossmannie, czyli co polecam cz. 2. - oczy i brwi

Od kilku dni w Rosmannie promocją objęte są kosmetyki do makijażu oczu i brwi. Kontynuując notkę sprzed tygodnia, chciałabym pokazać Wam produkty, które się u mnie sprawdziły i którym warto przyjrzeć się z bliska będąc w drogerii.


Po pierwsze - cienie. Posiadam dwie paletki z Lovely - Classic Nude Make Up Kit i Nude Make Up Kit. Obie idealnie nadają się do codziennego makijażu, nałożone na bazę wytrzymują u mnie cały dzień. Jednak, jeśli chodzi o kolorystykę, to moją ulubienicą jest Classic. Tutaj odcienie są zdecydowanie cieplejsze, paletka to zestawienie róży, złota i ciepłych brązów.
 

Polecam obejrzeć również cienie w kremie Color Tattoo od Maybelline, zarówno te podstawowe, jak i w wersji Creamy Mattes. Noszę je samodzielnie, ale równie dobrze sprawdzają się jako baza pod cienie.
Na blogu pojawiły się dwa wpisy na ich temat - On and On Bronze KLIK, Permanent Taupe KLIK.
 

Jeśli chodzi o tusze, to dzisiaj polecę Wam aż cztery. Uwielbiam serię Colossal z Maybelline. Do podstawowej wodoodpornej KLIK wersji wracałam kilkukrotnie. A kilka miesięcy temu do moich ulubieńców dołączyła wersja Cat Eyes, która jest w stanie podkręcić moje rzęsy, a to cenię:-).
Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie tusz z serii Rock With Me od Wibo. Mocno podkreśla rzęsy jednocześnie je podkręcając. Chciałam go ponownie kupić teraz, w czasie promocji, ale niestety nie jest dostępny we wszystkich Rossmannach. Tym razem byłam w dużej drogerii i tuszu tam nie było, a kilka tygodni temu widziałam go w dużo mniejszym Rossmannie (na pewno jest dostępny w sklepie internetowym).
Ostatnim produktem jest tusz Curling Pump Up Mascara od Lovely, o którym pisałam tutaj KLIK.
 

Miłośników metalicznych eyelinerów zachęcam do obejrzenia produktów z szafy Miss Sporty. Szczególnie polecam dwa odcienie z serii Studio Lash - brąz Cooper Crush oraz Fiolet Purple Hit.
 

Ostatnim produktem jest żel do brwi od Wibo. Używam go od dawna - świetnie podkreśla i utrwala brwi. Jednak występuje tylko w jednej wersji kolorystycznej, która nie każdemu będzie odpowiadać.


A Wy, co planujecie kupić? Co polecacie? Dajcie znać w komentarzach:-).

Miłego dnia!

czwartek, 5 maja 2016

Curling Pump Up Mascara od Lovely

Witajcie!
Z tą recenzją "bawię się" już od bardzo dawna. Zdjęcia zrobione, post wstępnie skonstruowany, ale mimo wszystko pozostawał nadal nieopublikowany. W międzyczasie kolejka tuszy do zrecenzowania znacznie się wydłużyła - nie mam pojęcia, kiedy to nadrobię. W każdym razie dzisiaj robię krok w przód i odhaczam jeden z produkt z listy:-).


Curling Pump Up to tusz, który zakupiłam na jednej z rossmannowskich promocji. Później, jak zwykle, przeszła kwarantannę w szafce razem z innymi zapasami, aż w końcu przyszedł na nią czas:-). W związku z tym, że wiele razy czytałam bardzo pochlebne opinie na jej temat, miałam w stosunku do tej maskary spore oczekiwania.


Tusz zamknięty jest w żółtym plastikowym opakowaniu, na którym znajdują się niebieskie napisy. Wewnątrz znajduje się 8 ml produktu. Szczoteczka jest silikonowa i (jak widzicie na zdjęciach) z jednej strony jest prosta, a z drugiej wypukła. 

Według zapewnień producenta tusz powinien podkręcać i unosić rzęsy:-).


Przypomnę Wam, że moje rzęsy z natury są proste, dlatego też miałam nadzieję, że tusz da radę i sprawi, że uzyskam chociaż lekkie uniesienie.
Produkt tuż po otwarciu był bardzo rzadki, ale po tygodniowym użytkowaniu uzyskał odpowiednią konsystencję:-). Tusz przede wszystkim bardzo ładnie rozdzielał rzęsy. Nawet dołożenie drugiej warstwy nie doprowadziło do ich sklejenia. Produkt podkręca rzęsy! Może nie jest to jakieś ogromne podkręcenie, ale dla mnie jest to duża różnica:-). Maskarę zmywałam bez żadnych problemów używając płynu dwufazowego.

Na zdjęciach na rzęsach mam dwie warstwy tuszu, nie używałam zalotki.




Ale produkt nie jest bez wad. Zazwyczaj tusze do rzęs używam przez 3-4 miesiące. W tym przypadku maskara nadawała się do użycia przez 1,5 miesiąca - troszkę krótko. Po tym czasie zaczęła w zastraszającym tempie wysychać.


Produkt dostępny jest w szafach Lovely i kosztuje 10,99 zł.

Używałyście go? Jak się u Was sprawdził?
Pozdrawiam!

czwartek, 16 lipca 2015

Tusz Scandaleyes Rockin' Curves od Rimmel - Projekt lipiec 2015 dzień 16.

Dzisiaj pokażę Wam produkt, z którym łączyły mnie bardzo burzliwe relacje - od uwielbienia, po niechęć, na sympatii kończąc. Tusz Scandaleyes kupiłam już dawno temu podczas jednej z promocji w Rossmannie. Na szczęście trafiłam na nieotwarty egzemplarz, dzięki czemu później mogłam cieszyć się świeżością produktu:).


Tusz zamknięty jest w sporym opakowaniu mieszczącym w sobie 12 ml produktu. Utrzymane jest w czerwonej kolorystyce. Dodatkowo dolna część jest obleczona plastikiem z motywem skóry węża.
Produkt należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Jednak, jeśli chodzi o tusze, to zazwyczaj używam ich przez maksymalnie 5-6 miesięcy (a wiem, że dla innych osób 3 miesiące to i tak długi okres).

Produkt zaopatrzony jest w charakterystyczną szczoteczkę. Jest ona duża, wykonana z włosia i posiada dwa wygięcia - mniejsze i większe.
Moja wersja to odcień 001 Black. Tusz występuje także w czarnym opakowaniu i o ile dobrze pamiętam jest to wersja Extra Black.


Tusz ma przede wszystkim podkręcać rzęsy. Nie ukrywam, że jest to rzecz, na które najbardziej mi zależy. Moje rzęsy są proste i zazwyczaj bez użycia zalotki żaden tusz nie jest w stanie ich podkręcić.

Jak już wspomniałam, z tym produktem łączyły mnie bardzo zmienne relacje. Początkowo byłam nim zachwycona. Mimo, że początkowo miał rzadszą konsystencję, bardzo dobrze współpracował podczas nakładania. Górne rzęsy malowałam większą wypukłością szczoteczki, a dolne mniejszą. Dzięki temu mogłam bez problemu dotrzeć do każdego miejsca. Mimo jej sporych rozmiarów, nie brudziłam nią powiek, ani ich okolic. Rzęsy, co prawda nie były w jakiś spektakularny sposób uniesione, ale były ładnie rozdzielone i podkręślone. 
Niestety, po pewnym czasie produkt nieco zgęstniał i zaczął sprawiać spore problemy. Nakładanie tuszu najczęściej kończyło się tym, że górne rzęsy miałam bardzo mocno posklejane (co wyglądało okropnie) i musiałam je rozczesywać starą szczoteczką od Colossala. Dlatego też musiałam zmienić technikę nakładania produktu i od tej pory robiłam to tylko za pomocą mniejszego wygięcia. W efekcie rzęsy nie były posklejane i, co więcej, uzyskałam efekt mocniejszego podkręcenia:).


Tuszu używałam przez około 6 miesięcy. Jego konsystencja przez ostanie miesiące nie uległa drastycznym zmianom, ale produkt po kilku godzinach noszenia zaczynał się delikatnie kruszyć. Również z czasem słabł efekt podkręcenia.

Poniżej możecie obejrzeć, jak produkt wyglądał na rzęsach. Pierwsze zdjęcie pokazuje, jak tusz wyglądał w drugim miesiącu noszenia, a kolejne w piątym miesiącu. Aha, zapomniałam wspomnieć, że przez cały okres używania Rockin'Curves moja zalotka leżała zapomniana w szafce:).



Ostatecznie, efekt bardzo mi odpowiadał. Dlatego też, kiedy już zużyję wszystkie tusze, jakie posiadam, skuszę się na czarną wersję tego produktu:). Jedynie szczoteczka jest rzeczą, do której mogłabym mieć jakieś zastrzeżenia. Jest przekombinowana, moim zdanie mogła się ograniczyć do jednego wygięcia, które odpowiadałoby za pokręcenie rzęs.

Produkt dostępny jest w szafach Rimmel i w tej chwili kosztuje około 30 złotych. Wydaje mi się, że kilka miesięcy temu cena była niższa. W każdym razie warto czekać na jakąś promocję:).

Lubicie tusze firmy Rimmel? Przyznam się, że wcześniej nie miałam okazji używać tuszy z tej firmy, ale po pierwszym wypróbowaniu jestem zadowolona:).

Pozdrawiam!
Piątek


poniedziałek, 20 października 2014

TAG Zaczynając od zera

Do tagu Zaczynając od zera, już niemalże dwa miesiące temu (pod koniec sierpnia), nominowała mnie Mary z bloga Perfect is boring!. A ja, jak to ja, zanim zrobiłam zdjęcia i wszystko ogarnęłam, to zorientowałam się, że jest druga połowa października ;-).
Moje zadanie polegało na tym, aby wskazać 10 kosmetyków, które kupiłabym w pierwszej kolejności, gdybym z jakiegoś powodu wszystkie inne straciła. O tym, co wybrała Mary możecie przeczytać w tym poście KLIK. Natomiast poniżej możecie przeczytać (i zobaczyć), co wybrałabym ja :-).


1. Podkład - Revlon ColorStay dla cery mieszanej/tłustej
Postanowiłam wybrać produkt, który do tej pory najlepiej się u mnie sprawdzał. Podkład dobrze trzyma się na mojej twarzy przez cały dzień. Jako jedyny nie ściera się, kiedy wycieram nos:) (a, że często mam katar to jest to ogromny plus). Nałożony miejscowo nieco grubszą warstwą maskuje ewentualne niedoskonałości cery. Jest nieco ciężki, ale nie wpływa to negatywnie na stan mojej cery. Poza tym Revlon oferuje spory wybór odcieni, ja używam jednego z jaśniejszych - 150 Buff.


2. Puder - Kryolan Anti-Shine Powder
W połączeniu z powyższym podkładem stanowią duet nie do zdarcia, który wytrzymuje bez poprawek niemalże cały dzień. Dobrze utrwala makijaż, nie przesusza mojej cery. Jedynym minusem jest jego cena, która w ostatnim czasie mocno poszła w górę.


3. Korektor - Maybelline Affinitone
Jeszcze nie znalazłam korektora idealnego, ale Affinitone jest najlepszym jakiego do tej pory używałam. Nie jest mocno kryjący, ale ładnie rozjaśnia okolicę pod oczami. Jest dostępny w jasnym odcieniu i nie ciemnieje po kilku godzinach od nałożenia.


4. Różo-bronzer W 7 Africa
Róże uwielbiam, mój makijaż bez tego kosmetyku wydaje się być niekompletny. Po bronzer sięgam zdecydowanie rzadziej, dlatego nie jest on dla mnie kosmetykiem pierwszej potrzeby. W związku z tym postanowiłam wybrać róż, który bardzo lubię, i który jednocześnie ma w sobie coś z bronzera:). O produkcie z W7 pisałam Wam w tym poście KLIK.


5. Baza po cienie do powiek - Lumene
Bardzo dobry produkt, który świetnie utrzymuje cienie na powiece przez cały dzień. Pisałam już o nim tutaj KLIK.


6. Cienie do powiek - Maybeline Color Tattoo/ Sleek Oh So Special
Hm, i tu miałam problem, ponieważ musiałam wybrać tylko jeden kosmetyk. No dobrze, jeśli jeden to mój wybór pada na złotobrązowy cień w kremie On and On Bronze z serii Color Tattoo z Maybelline KLIK. Można go nakładać zarówno palcem, jak i pędzlem. Utrzymuje się cały dzień, a w razie potrzeby można nim namalować kreskę na górnej powiece:). 


Ale jeśli mój wybór padłby na jeden z cieni znajdujących się w palecie? To wtedy musiałabym ją kupić (razem z pozostałą jedenastką cieni;)). Jeśli mogłabym wybrać jedną paletkę to zamówiłabym Oh So Special w różowo-brązowej kolorystyce.


7. Tusz do rzęs - Maybelline Colossal Volume' Express (wersja wodoodporna)
To chyba najlepsza maskara, jakiej do tej pory używałam. Ładnie rozdzielała i podkreślała rzęsy, nie sklejała ich i rzeczywiście była wodoodporna. Pisałam o niej tutaj KLIK.
(Nie mam jej akurat w domu, dlatego na zdjęciu znajduje się niebieski tusz z serii Colossal Color Shock - opakowanie jest niemal identyczne:)).


8. Pomadka
Nie wskażę konkretnego kosmetyku, ale na pewno byłoby to coś w różowej tonacji:).


9. Kremowy lakier do paznokci
I tym sposobem zostały mi dwa wolne miejsca (chyba, że o czymś zapomniałam:)). Na pewno kupiłabym kremowy, bezdrobinkowy lakier do paznokci. Na dzień dzisiejszy stawiałabym na nieco weselsze odcienie.


10. Lakier do paznokci o innym wykończeniu;)
Jako ostatni produkt wybrałabym lakier do paznokci, albo o strukturze piaskowej, albo o holograficznym wykończeniu:). W związku z tym, że co dwa tygodnie zmieniają się moje upodobania, nie wskażę jednego:).


Taki zestaw całkowicie by mnie satysfakcjonował:).

Jestem ciekawa, jakie Wy wybrałybyście kosmetyki? Nominuję każdego, kto tylko ma ochotę na tego typu zabawę:).

Jeśli robiłyście już zestawienie 10 kosmetyków, to koniecznie wklejcie linki w komentarzu - chętnie przeczytam Wasze posty:).

Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...