Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paese. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paese. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 marca 2017

# 155 Coś metalicznego... Paese, Colour Alike i B. Loves Plates, Born Pretty Store

Witajcie w ten deszczowy poranek. Na dzisiaj przygotowałam szybki post paznokciowy. W roli głównej metaliczny granat od Paese, który przy zmianie oświetlenia zmienia się w fiolet (numer 319). Odcień dosyć oryginalny i mało spotykany - próżno szukać drugiego takiego w moim opasłym zbiorze lakierowym:-).
 

Na paznokciach mam dwie warstwy lakieru. Produkt ma przyjemną konsystencję, zdecydowanie ułatwiającą nakładanie go na płytkę paznokcia. Wysycha dosyć długo, dlatego nałożyłam na niego odpowiedni top. Jestem zachwycona tym odcieniem. I nadal się sobie dziwię, że tak długo po niego nie sięgałam. (Chyba muszę przeprowadzić akcję "Otwórz mnie i użyj chociaż raz" dla sporej części moich lakierów.)


Numerek 319 postanowiłam dodatkowo ozdobić stemplami. Sięgnęłam po lakier B. a Venus oraz kwiatowy motyw z płytki BP-24 KLIK z Born Pretty Store.


Niestety lakiery Paese mają w moim przypadku jedną zasadniczą wadę - nie trzymają się moich paznokci, a raczej trzymają, ale wyjątkowo krótko. Tym manicure cieszyłam się dwa dni - drugiego dnia pojawił się odprysk po tym jak przepinałam adapter w samochodzie :-(.
 
 
 
 

Co myślicie o granacie z Paese? Lubicie lakiery tej firmy?
Też macie tendencję do chomikowania lakierów do paznokci?

Miłego dnia!

środa, 11 marca 2015

Paese Nail Doctor, kuracja naprawcza - odżywka do paznokci

W lipcu ubiegłego roku pisałam Wam o odżywce z Lovely KLIK, z której byłam bardzo zadowolona. Sprawiła, że paznokcie przestały mi się łamać, była bardzo wydajna i służyła mi przez dość długi okres. Jednak mniej więcej na przełomie sierpnia i września jej resztka bardzo mocno zgęstniała i nie nadawała się do dalszego użytku. Dlatego sięgnęłam do swoich zapasów. Kilka miesięcy wcześniej, w Paeseboxie przywędrowała do mnie odżywka Nail Doctor. Wtedy zdecydowałam się na losowy zestaw lakierów i odżywek/topów w pudełku, więc ślepy los zdecydowała, że w moje ręce trafił świetny produkt.


Odżywka znajduje się w buteleczce o pojemności 9 ml. Zakrętka, która kształtem i szerokością odpowiada buteleczce wygodnie leży w dłoni. Pędzelek jest średniej wielkości. Jak widzicie na zdjęciu całość znajduję się w papierowym kartoniku, na którym są wypisane wszystkie ważne informacje (teraz, przeglądając strony internetowe sklepów internetowych w poszukiwaniu tej odżywki widzę, że zmieniła się szata graficzna opakowania). Produkt ma mleczobrzoskwiniowy odcień, ale wysychając staje bardziej przejrzysty.


Produkt przeznaczony jest dla paznokci osłabionych i rozdwojonych. Zawiera następujące składniki aktywne: cząsteczki mineralne, krzem witaminę E, ginko biloba, olejek różany, calcium, ekstrakt z żurawiny, algi morskie (informacja z opakowania). Efektem stosowania odżywki mają być twarde i zrekonstruowane paznokcie, które szybciej rosną.

Poniżej możecie zapoznać się ze składem.


Producent sugeruje dwa sposoby używania odżywki. Pierwszy to aktywna kuracja, czyli nakładanie dwóch warstw produktu na czyste i suche paznokcie. Drugi to używanie produktu profilaktycznie jako bazy pod kolorowy lakier, wówczas wystarczy jedna warstwa. Ja oczywiście wybrałam drugi sposób, gdyż moje paznokcie nie były w dosyć dobrym stanie.


Po otwarciu i przez kilka pierwszych miesięcy Odżywka miała przyjemną rzadką konsystencję i dobrze rozprowadzała się na płytce paznokcia. Jednak z czasem trochę zgęstniała. Nadal nie mam problemu z nałożeniem jej na płytke paznokcia, ale zmiana w konsystencji jest wyczuwalna.
Produkt jest również dosyć wydajny. Po ok. 6 miesiącach regularnego używania nadal mam ponad 1/3 odżywki do zużycia. Jednak boję się, że nie zdążę wszystkiego zużyć ze względu na jej powolne gęstnienie.
Nail Doctor szybko wysycha. Kończąc malować drugą rękę mogę spokojnie zacząć nakładać kolorowy lakier na pierwszą.

Jak Nail Doctor wpłynął na moje paznokcie? Jak już na początku wpisu wspomniałam, że odżywka z Lovely poprawiła ich stan. Jednak nadal łamały się/uszczerbiały, gdy w coś nimi uderzałam. W tej chwili nawet ten problem zniknął. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz złamał czy ułamał mi się paznokieć. Wręcz przeciwne, moje paznokcie są mocne i nic złego się z nimi nie dzieje. Czy szybciej rosną? Nie wiem, być może. Ale ja nigdy nie narzekałam na ich zbyt wolny wzrost.


Jeśli macie problem z łamliwością paznokci, to polecam Wam ten produkt. U mnie sprawdziła się świetnie i na pewno kiedyś ponownie po nią sięgnę. Jej cena to ok. 16 zł, czy mniej więcej dwa razy więcej niż odżywki z Wibo/Lovely. Jednak wydaje mi się, że to niewiele w stosunku do efektu, jaki można uzyskać:).

Dajcie znać, czy używałyście tej lub innej odżywki z Paese i jak się u Was sprawdziły. Czekam na Wasze komentarze:).

Miłego dnia!
Piątek

środa, 19 listopada 2014

# 60 Dynia od Paese - nr 311

Numer 311 to jeden z pięciu lakierów, które przywędrowały do mnie w pudełku od Paese, zamówionym już kilka miesięcy temu (w marcu albo kwietniu). Wtedy zdałam się na los i w ciemno zdecydowałam się na przypadkowy dobór lakierów. Ostatecznie był to dobry wybór-niewybór, bo pięć nowych odcieni nie powieliło się z lakierami, które już miałam. Dzisiaj pokażę Wam numer 311, typowo jesienny odcień, który kojarzy mi się z dynią:).


Lakier jest zamknięty w buteleczce o podstawie kwadratu, czarna zakrętka ma taki sam kształt. Mimo tego wygodnie leży w dłoni. W opakowaniu znajduje się  9 ml produktu.  Pędzelek jest wąski i nie sprawia problemów w trakcie aplikacji.


Jak już wspomniałam 311 to odcień przygaszonej pomarańczy, który bardzo przypomina kolor dyni. Ponadto  lakier ma w sobie srebrzysty shimmer, który delikatnie daje o sobie znać w słońcu. Natomiast w cieniu nadaje całości efekt perłowego wykończenia, co według mnie nie wygląda zbyt ładnie.



Lakier ma dość rzadką konsystencję i łatwo rozprowadza się na płytce paznokcia. Schnie bardzo długo, po kilku godzinach nadal jest plastyczny i odbija się na nim wszystko. Również nie jest zbyt trwały - drugiego dnia końcówki są już delikatnie starte, a trzeciego dnia ratowałam się topem z Golden Rose, aby chociaż trochę przedłużyć trwałość lakieru. Zmywa się bez żadnych problemów.




W cieniu...





Co myślicie o mojej "dyni"? Na pewno jest to odcień nieco trudny, który nie każdemu będzie się podobała. Ale, jak dla mnie, ma swój urok (zwłaszcza w słońcu:)).
Lakier kosztuje ok. 10 zł i jest dostępny na stoiskach/wyspach Paese oraz w sklepie internetowym.

Pozdrawiam!
Piątek

czwartek, 18 września 2014

Kosmetyczne Skarby cz. 5 - lakiery do paznokci:)

Wydawało mi się, że post z lakierami pojawi się jako ostatni wpis dotyczący Kosmetycznych Skarbów. Jednak jakiś czas temu miałam troszkę wolnego czasu i w miarę sprzyjające oświetlenie, więc obfotografowałam niemalże wszystkie moje buteleczki. 
Wiem, że jest ich dużo (i pewnie będę miała więcej), ale po prostu lubię mieć pomalowane paznokcie i lubię testować nowości pojawiające się na rynku.  I tyle:).

Zacznę od najliczniejszej grupy, czyli lakierów Wibo KLIK, które lubię ze względu na ich dostępność, cenę oraz jakość (na moich paznokciach zazwyczaj wytrzymują kilka dni). Najnowsze buteleczki nie załapały się na zdjęcie, ale warto na nie spojrzeć podczas wizyty w Rossmannie.


Kolejną,dość liczną grupę, stanowią lakiery z Golden Rose KLIK. Moimi pierwszymi buteleczkami z tej serii był drobinkowe róż i biel z serii Jolly Jewels, które zakupiłam już dawno temu. Później przyszła pora na serie Rich Color, Carnival, Galaxy i Color Expert. 


Essie KLIK to moje odkrycie końca ubiegłego roku, kiedy to zamówiłam pierwsze sztuki. Jak widzicie posiadam zarówno buteleczki pełno wymiarowe (są to zazwyczaj stare serie) oraz miniatury w kostkach:).


Jak widzicie, moje lakiery Rimmel KLIK ograniczają się do dwóch serii: 60 seconds i Salon PRO, które są bardzo nierówne. Można wśród nich znaleźć zarówno lakiery o dobrej trwałości, które nie sprawiają problemów podczas aplikacji, jak i takie, które drugiego dnia nie wyglądają już najlepiej.


Lovely KLIK to kolejne lakiery z serii tanich i dobrych:). Na zdjęciu brakuje jedynie śnieżnego piasku z zimowej edycji limitowanej.


Lakiery holograficzne z Colour Alike KLIK odkryłam niedawno, jestem nimi zachwycona i ciężko jest mi powstrzymać się od zamawiania kolejnych buteleczek:)


Poniżej moja skromna grupa lakierów Essence KLIK, z których ponad połowę stanowią brokatowe lakiery nawierzchniowe i lakier do stempli.


Lakiery Paese pochodzą z boxa, który pojawił się u mnie kilka miesięcy temu. Jednak nie lubią się z moimi paznokciami i bardzo szybko się ścierają.


Niedawno do mojego pudełka lakierowego trafiły również lakiery MIYO w letnich, intensywnych odcieniach (brakuje tylko jaśniejszego różu:)).


Ta dwójka z Bell to wyjątkowo udane egzemplarze:). Odcień jagodowy jest fantastyczny KLIK.


To dziwne, ale z Miss Sporty posiadam tylko dwa lakiery, które dodatkowo są w neutralnych odcieniach:). Miałam kiedyś bardziej kolorowe buteleczki tej firmy, ale już zdążyłam je zużyć.


Moje cztery sztuki z China Glaze pochodzą z jakiś starodawnych serii, ale kolory są idealne na każdą porę roku.


Sensique to kolejne buteleczki, które nie miały jeszcze premiery na blogu, ale co się odwlecze...


I niemalże na koniec różne pojedyncze sztuki i Dry Kwik z Sally Hansen, który się tu zaplątał.


I jeszcze odżywki i top coaty.


Czy "lakieromaniactwo" to znana Wam przypadłość?
Macie ochotę zobaczyć któryś z lakierów na paznokciach w pierwszej kolejności?
Pozdrawiam, Piątek

wtorek, 6 maja 2014

Kwietniowe nowości

Hej!
Dzisiaj post z serii łatwych i przyjemnych:). Łatwy dla mnie, bo dosyć szybko się takie notki pisze, a myślę, że przyjemny dla Was (przynajmniej ja bardzo lubię czytać o wszelkiego rodzaju nowościach:)).

Na pierwszy rzut idą kosmetyki, które kupiłam jeszcze przed promocją w Rossmannie:)

Zaraz po tym, jak lakiery z serii Candy Shop się pojawiły w szafach Wibo zakupiłam 2 kolory: różowy numer 2 i fioletowy numer 4. Możecie o nich poczytać tu KLIK i tu KLIK.


W podobnym czasie kupiłam dwa korektory z Lovely - zielony na zaczerwienienia i różowy na cienie pod oczami. Jeszcze o nich nie pisałam, ale na pewno za jakiś czas coś o nich przeczytacie:).


W kwietniu przygarnęłam także pomadkę w kredce z Lovely w kolorze pięknej malinowej czerwieni. Uwielbiam ten produkt, już niejednokrotnie miałam go na ustach, a więcej możecie przeczytać o nim tu KLIK


W związku z nagminnie występującymi na mojej twarzy bliznami potrądzikowymi postanowiłam sprawdzić taki oto produkt - aktywny krem chłodzący z Under Twenty.


Z produktów pielęgnacyjnych do ciała i włosów skusiłam się na żel pod prysznic z Original Source (cudowna malinka:)), balsam pod prysznic z Nivea i szampon do włosów przesuszonych z Pantene.


Długo zastanawiałam się, czy kupować lakierowy Paesebox. Najpierw chciałam go zamawiać w ciemno, później sama dobrać kolory na stoisku (ale nie było mi po drodze do Wrocławia), ale ostatecznie wróciłam do pierwszej myśli i zamówiłam lakiery i odżywki w ciemno:). Miałam szczęście, bo żaden kolor się nie powielił, a wszystkie są piękne:)


W pierwszym tygodniu rossmannowej promocji kupiłam krem BB z Maybelline, a siostra dokupiła mi korektor z Bourjois (bo u mnie nie ma szafy;)).


A w drugim tygodniu kupiłam dwa tusze: Pump Up z Lovely i Scandaleyes z Rimmel, a także żel do brwi z Wibo.


Jako bonus do mojego koszyka wpadły separatory (będę malowała paznokcie u stóp:)).


W Intermarche odkryłam przyjemną półeczkę z woskami Yankee Candle (ich cena jest niestety nieco wyższa niż w sklepach internetowych, ale przynajmniej woski można powąchać). 
Skusiłam się na:
Vanilla Cupcake
Bahama Breeze
Strawberry Buttercream


A na koniec wesoła piżama z małpą na cieplejsze dni, a raczej noce:).


Używałyście któregoś z tych produktów?
Pozdrawiam, Piątek!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...