Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krem. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lipca 2017

Lirene Aqua Cristal | krem intensywnie nawilżający - Projekt Lipiec 2017 dzień 12.

Wczoraj stało się coś, co zdarza się zawsze, gdy jestem w trakcie swojego projektu:-). Przez cały wczorajszy dzień nie miałam czasu, aby usiąść i napisać notkę. Dopiero późnym wieczorem znalazłam chwilkę, ale co się stało? Oczywiście internet odmówił współpracy... Norma:-). W związku z tym dzisiaj powinny ukazać się dwa posty - wczorajszy teraz, a kolejny wieczorem.
 
----------------------------------
 
W poniedziałek pisałam  o kremie na dzień z serii Liście manuka z Ziaja, dzisiaj przyszła kolej na krem na noc (chociaż tak nie do końca, ale o tym za chwilę:-)).

poniedziałek, 10 lipca 2017

Ziaja | krem nawilżający balans korygująco-ściągający z serii Liście manuka - Projekt Lipiec 2017 dzień 10.

Hej!
Jak już Wam wczoraj wspomniałam na dzisiaj zaplanowałam post pielęgnacyjny, w którym padnie kilka słów o kremie na dzień z serii Liście manuka firmy Ziaja. Produkty z tej serii pojawiły się na rynku już spory czas temu. Oprócz kremu na dzień dostępny jest również ten na noc, a także tonik, pasta oczyszczająca, żel do mycia twarzy i żel peelingujący (zapomniałam o czymś?). Krem na dzień jest produktem, który od dłuższego czasu "przewijał się" przez bloga (w postach z ulubieńcami), ale do tej pory nie doczekał się osobnej notki.
 

sobota, 1 lipca 2017

Nowości - styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec cz. I - Projekt Lipiec 2017 dzień 1.

Witajcie!
Dzisiaj oficjalnie rozpoczynam mój lipcowy projekt, dlatego też przez najbliższe 31 dni na blogu będą się pojawiać nowe posty. Rok temu musiałam zrezygnować w tym czasie z blogowania, ale mam nadzieję, że teraz uda mi się dotrwać do końca miesiąca:-D.

Zaczynam od nowości, które trafiły do mnie w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Dzisiaj pokażę Wam tylko ich część, więc w najbliższym czasie możecie się spodziewać jeszcze minimum dwóch takich notek.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła od lakierów:-). Essie, czyli jedna z moich ulubionych marek lakierowych. Z bólem serca ;-), pogodziłam się z faktem, że w polskich drogeriach internetowych przestały pojawiać się nowości tej marki. I jak na złość, kilka lakierów z wiosennej kolekcji wyjątkowo wpadło mi w oko. Na tyle wyjątkowo, że postanowiłam (pierwszy raz w życiu) zamówić je z Ameryki za pośrednictwem serwisu ebay. Skusiłam się na trzy lakiery z tegorocznej wiosennej kolekcji: B'aha moment, Designated DJ i Excuse me, sur (o ostatnim lada chwila powinna pojawić się notka:-)) oraz Poolside service z zeszłorocznej wiosny i Mrs always right z kolekcji ślubnej sprzed roku.



czwartek, 1 października 2015

Nowości z września

Dzisiaj kolejne podsumowanie zakupowe miesiąca. Na początku września dotarła do mnie paczka z wygraną od Essie. Byłam miło zaskoczona, ponieważ zamiast jednej kostki z paczce były dwie - letnia i neonowa.


Miesiąc temu wspominałam, że we wszystkich okolicznych Biedronkach pojawiły się szafy Bell, gdzie w sierpniu kupiłam transparentny puder. Tym razem zdecydowałam się na korektor, który używam na okolicę pod oczami.


Z związku z tym, że mój krem na noc dobił do dna postanowiłam kupić coś nowego. Mój wybór padł na AA, z którego początkowo nie byłam zbyt zadowolona (dlatego kupiłam kolejny z Lirene), ale teraz jest w porządku. Tylko nie wiem, dlaczego z mojego Rossmanna zniknęły osobne kremy na dzień i na noc z AA. Może zupełnie zostały wycofane i zastąpione uniwersalnymi?


Pozostając w temacie pielęgnacji, kupiłam balsam Softlips do ust z Perfecty w opakowaniu w kształcie kostki:).


We wrześniu, w szafach Wibo pojawiła się nowa edycja limitowana. Skusiłam się na trzy lakiery Royal Manicure (czerwień, złoto i srebro o brokatowej strukturze) oraz rozświetlacz Royal Shimmer. Dodatkowo kupiłam peeling do skórek.


We wrześniu dotarło do mnie paczka z Born Pretty Store z naklejkami wodnymi i glitterami. Jeden arkusz naklejek w momencie składania zamówienia nie był dostępny i dlatego nie został do niego dołączony. Dostałam go mniej więcej z dwutygodniowym opóźnieniem:).



Pierwszy raz na półkach sklepowych zauważyłam peeling Ziaja z serii Liście zielonej oliwki. Postanowiłam go kupić i jak na razie jestem z niego zadowolona.


Ostatni tydzień miesiąca to zdecydowanie czas książkowo-filmowy:).


Co Wam przybyło we wrześniu? Skusiłyście się na jakiś produkt z nowości Wibo? Jak się u Was sprawują?

Pozdrawiam!
Piątek

sobota, 12 lipca 2014

AA Ultra Nawilżanie Krem odżywczo-nawilżający na noc - Projekt Lipiec dzień 12

Hej!
Produkty z serii Ultra Nawilżanie firmy AA są przeznaczone dla osób, które pragną zapewnić swojej cerze optymalny poziom nawilżenia. Z racji tego, że skóra mojej twarzy ma tendencje do przesuszania się na policzkach (i w widoczny sposób pragnie nawilżenia), sięgnęłam po krem z tej serii. Wcześniej, od dłuższego czasu używałam nawilżającego płynu micelarnego z tej firmy, który uwielbiam, i o którym pewnie za jakiś czas Wam napiszę. Jednak produkt do demakijażu to nie to samo co krem. Trochę obawiałam się, że nawilżające właściwości tego produktu sprawią, że moja mieszana cera będzie się jeszcze bardziej przetłuszczała w strefie T. Dlatego, zanim sięgnęłam po krem na dzień, postanowiłam wypróbować produkt nawilżający na noc.


Produkt zamknięty jest w białym pudełeczku o pojemności 50 ml, który mimo tego, że znajduje się dodatkowo w kartoniku, jest zabezpieczony taśmą (a kartonik folią). Także mamy 100-procentową pewność, że nikt kremu nie otwierał. Jest to szczególnie ważne, ponieważ produkt należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia.
Krem ma białą, niezbyt zbitą strukturę. Wygodnie rozprowadza się na twarzy. Poza tym ma bardzo przyjemny zapach, który jest wyczuwalny podczas aplikacji, a później zanika. Produkt nie zawiera alergenów, parabenów i barwników. Mogą go stosować osoby, która mają cerę wrażliwą i skłonną do alergii.


Krem zawiera masło shea oraz witaminę E, dzięki czemu regeneruje i odżywia skórę oraz przywraca jej miękkość i elastyczność. Jak przystało na produkt z serii Ultra Nawilżanie nawilża oraz utrzymuje optymalny stopień nawilżenia skóry. Dzieje się tak za sprawą kwasu hialuronowego oraz ekstraktu z alg Durvillea antartica (tworzy na powierzchni skóry film, który wiąże wodę i wpływa na odpowiednie nawilżenie, zmiękcza i wygładza), które dodatkowo nadają cerze gładkość. Krem zawiera również D-pantenol i alantoinę, które koją i niwelują wszelkie podrażnienia. Ponadto wieloskładnikowy mikrolipidowy system MLS wzmacnia funkcje ochronne skóry oraz chroni przed utratą nawilżenia.

Krem jest świetny, chyba najlepszy, jakiego do tej pory używałam. Przede wszystkim jego gęstość pozwala na dokładne rozprowadzenie produktu bez zbędnego naciągania skóry twarzy. Produkt świetnie się wchłania, nie pozostawia na twarzy lepkiej warstwy. Zapewnia odpowiednie nawilżenie, dzięki czemu rano, po przebudzeniu skóra się nie świeci, jest miękka i elastyczna. Krem intensywnie nawilżył skórę na moich przesuszonych policzkach, ale też nie spowodował nadmiernego wydzielania sebum w strefie T. Produkt jest bardzo wydajny, starcza na kilka miesięcy codziennego używania.


Zużyłam już dwa opakowania tego kremu. Jednak na razie porzuciłam go na rzecz produktu z Eveline, ale na pewno jeszcze do niego wrócę. Jestem też ciekawa, jak spisują się inne kremy z tej serii. Jeśli używałyście innych produktów z AA Ultra Nawilżanie dajcie znać w komentarzach, jak się u Was spisywały.

Krem jest dostępny z Rossmannach. Moje pierwsze opakowanie kupowałam za ok. 13 zł, ale teraz jego cena poszła w górę i wynosi ok. 18 zł.

Piątek

wtorek, 6 maja 2014

Kwietniowe nowości

Hej!
Dzisiaj post z serii łatwych i przyjemnych:). Łatwy dla mnie, bo dosyć szybko się takie notki pisze, a myślę, że przyjemny dla Was (przynajmniej ja bardzo lubię czytać o wszelkiego rodzaju nowościach:)).

Na pierwszy rzut idą kosmetyki, które kupiłam jeszcze przed promocją w Rossmannie:)

Zaraz po tym, jak lakiery z serii Candy Shop się pojawiły w szafach Wibo zakupiłam 2 kolory: różowy numer 2 i fioletowy numer 4. Możecie o nich poczytać tu KLIK i tu KLIK.


W podobnym czasie kupiłam dwa korektory z Lovely - zielony na zaczerwienienia i różowy na cienie pod oczami. Jeszcze o nich nie pisałam, ale na pewno za jakiś czas coś o nich przeczytacie:).


W kwietniu przygarnęłam także pomadkę w kredce z Lovely w kolorze pięknej malinowej czerwieni. Uwielbiam ten produkt, już niejednokrotnie miałam go na ustach, a więcej możecie przeczytać o nim tu KLIK


W związku z nagminnie występującymi na mojej twarzy bliznami potrądzikowymi postanowiłam sprawdzić taki oto produkt - aktywny krem chłodzący z Under Twenty.


Z produktów pielęgnacyjnych do ciała i włosów skusiłam się na żel pod prysznic z Original Source (cudowna malinka:)), balsam pod prysznic z Nivea i szampon do włosów przesuszonych z Pantene.


Długo zastanawiałam się, czy kupować lakierowy Paesebox. Najpierw chciałam go zamawiać w ciemno, później sama dobrać kolory na stoisku (ale nie było mi po drodze do Wrocławia), ale ostatecznie wróciłam do pierwszej myśli i zamówiłam lakiery i odżywki w ciemno:). Miałam szczęście, bo żaden kolor się nie powielił, a wszystkie są piękne:)


W pierwszym tygodniu rossmannowej promocji kupiłam krem BB z Maybelline, a siostra dokupiła mi korektor z Bourjois (bo u mnie nie ma szafy;)).


A w drugim tygodniu kupiłam dwa tusze: Pump Up z Lovely i Scandaleyes z Rimmel, a także żel do brwi z Wibo.


Jako bonus do mojego koszyka wpadły separatory (będę malowała paznokcie u stóp:)).


W Intermarche odkryłam przyjemną półeczkę z woskami Yankee Candle (ich cena jest niestety nieco wyższa niż w sklepach internetowych, ale przynajmniej woski można powąchać). 
Skusiłam się na:
Vanilla Cupcake
Bahama Breeze
Strawberry Buttercream


A na koniec wesoła piżama z małpą na cieplejsze dni, a raczej noce:).


Używałyście któregoś z tych produktów?
Pozdrawiam, Piątek!

czwartek, 3 kwietnia 2014

AA Cera mieszana, Krem zwężający pory na dzień

Hej!
W ubiegłym tygodniu pisałam Wam o kremie na noc z Sorayi KLIK, dzisiaj przychodzę do Was z produktem do stosowania na dzień, który w ostatnim czasie uparcie testowałam. Tym razem sięgnęłam po krem do cery mieszanej z firmy AA, który, według producenta, ma zaspokajać "potrzeby skóry mieszanej z tendencją do przetłuszczania się, na której powierzchni widać rozszerzone pory i niedoskonałości".


Krem jest zamknięty w plastikowym, zakręcanym opakowaniu, który mieści w sobie 50 ml produktu. Jak widzicie wygląda dosyć solidne (żaden upadek mu nie straszny), a przy tym waży niewiele. Standardowo plastikowy słoiczek schowany jest w tekturowym opakowaniu.
Produkt ma zbitą i dosyć gęstą konsystencję oraz specyficzny zapach, który po nałożeniu ulatnia się. Dobrze rozprowadza się na twarzy, ale dosyć długo się wchłania. Należy go zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia opakowania.

Przejdźmy do zapewnień producenta.
Krem, dzięki zawartości ekstraktu z owoców dzikiej róży ma zmniejszać widoczność porów oraz wygładzać powierzchnię skóry. Kompleks matujący ma kontrolować wydzielanie sebum, a co za tym idzie redukować błyszczenie się skóry. Ponadto produkt zawiera kwas hialuronowy i D-pantenol, które odpowiadają za nawilżenie oraz alantoinę, która działa łagodząco. Krem "zaopatrzony" jest również w filtry UVA/UVB.


Ja mam cerę mieszaną, więc ten krem powinien być idealny dla mnie. Rzeczywiście wygładzał skórę, dobrze ją nawilżał i łagodził wszelkie podrażnienia. Jeśli chodzi o redukcję porów to niestety nie poradził sobie z tym zadaniem (moje pory są chyba wyjątkowo oporne na cokolwiek;)). Również nie redukuje błyszczenia się cery (a szkoda...). Stosowałam go codziennie, także pod makijaż, dlatego musiałam pamiętać, żeby zawsze nakładać bardzo cienką warstwę produktu, aby jak najszybciej się wchłonął. Nie miał żadnego wpływu na podkład oraz na trwałość całego makijażu. 

Podsumowując, krem dobrze nawilża i utrzymuje skórę twarzy w dobrym stanie. Jednak nie spełnia swojego podstawowego zadania, czyli nie zwęża rozszerzonych porów i nie matowi.

Produkt możecie kupić w Rossmannie oraz w sklepie internetowym AA za ok. 22 zł (ja kupiłam go w Rossmannie w jakiejś promocji za dużo niższą cenę).

Używałyście go?
Co o nim myślicie?

Pozdrawiam, Piątek!

poniedziałek, 31 marca 2014

Marcowe nowości

Hej!
Dzisiaj ostatni dzień miesiąca, więc przychodzę do Was z rzeczami, które przygarnęłam w marcu. Troszkę się tego nazbierało, zacznę jak zwykle od kosmetyków i lakierów.

Na pierwszy ogień idzie pielęgnacja. Wiele kosmetyków równocześnie postanowiło się skończyć, więc musiałam uzupełnić zapasy.


Zacznę od lewej:
  • Oliwka z aloesem Johnson's - kupiłam z myślą o przesuszonej skórze na łokciach i kolonach.
  • Balsam do ciała z AA, głęboko odżywiający - jestem bardzo ciekawa, jak się sprawdzi. Jeszcze nigdy nie miałam tego typu produktu z AA, zawsze używałam balsamów z Garniera.
  • Morelowy krem na dzień Soraya z serii Piękna Cera - ma matować;), zobaczymy...
  • Krem na noc z Eveline - mam nadzieję, że będzie się sprawował tak dobrze, jak jego poprzednicy z AA KLIK i Sorayi KLIK.
  • Maseczki z AA i Perfecty - w końcu trzeba się nawilżać i oczyszczać;)
  • Płyn dwufazowy do demakijażu oczu z Ziaji - uwielbiam go (to już moje 5 czy 6 opakowanie), ale postanowiłam, że w końcu napiszę o nim kilka słów i następnym razem skuszę się na coś innego:).

Czas na lakiery, jako pierwsze możecie obejrzeć Celebrity Nails z Wibo. Posiadam 3 kolory, z których dwa pokazywałam już na blogu. Moje odcienie to:
  • Holiday KLIK
  • My Charming
  • Pastel Love KLIK


W Rossmannie skusiłam się również na sondę do zdobienia paznokci.


Kostka z lakierami Essie z serii Resort 2014 chodziły za mną od momentu, w którym pojawiły się jej zapowiedzi. Kolory są fantastyczne.



Zachęcona recenzją Mavii z bloga Lakierowe wywiadówki kupiłam 4 lakiery z China Glaze na stronie Eurofashion KLIK (każdy za całe 5 zł;)).

Moje kolory to:
  • Lap of Luxury
  • III Dark
  • Conga to my cabana
  • Don't touch my tiara (ten jest trochę podobny do Essie Jamaica me crazy, może kiedyś zrobię porównanie)



W tym samym sklepie zamówiłam również srebrną nitkę, a pozostałe ozdoby dostałam gratis.


W Rossmannie skorzystałam z możliwości zakupienia zapachów z 40% zniżką. Skusiłam się na dwa: Sunflowers Elizabeth Arden oraz Animagical z Pumy. Pierwszy z nich to dla mnie całkowita nowość, ale zapach jest fenomenalny, a słoneczniki wyjątkowo pozytywnie mi się kojarzą. Z Pumy miałam już zapach - Jam, który bardzo długo się utrzymywał i był przez dłuższy czas moim ulubieńcem. To skłoniło mnie do wypróbowania innego. Poza tym męska wersja Animagical też świetnie pachnie:).


W Biedronce skusiłam się na jeden z organizerów:).


I na zestaw kosmetyczek. Były cztery, ale dwie oddałam siostrze, mi została największa i najmniejsza.


W końcu kupiłam nową torebkę, bo poprzednia była już mocno wyeksploatowana.


Pisałam Wam kilka postów temu, że zgubiłam chustkę. Nie mogłam tego przeboleć i kupiłam nową (cechą, która łączy ją z poprzedniczką są frędzle;)).


I to wszystko.
Używałyście któregoś z kosmetyków?

Pozdrawiam, Piątek!

wtorek, 25 marca 2014

Soraya - Normalizujący krem na noc z wiataminą B3

Hej!
Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym produktem pielęgnacyjnym, tym razem będzie to normalizujący krem z firmy Soraya. Od dłuższego czasu szukam kremów na dzień i na noc, które sprostałyby moim oczekiwaniom w kwestii pielęgnacji cery mieszanej ze skłonnością do przesuszania. Jeszcze rok temu zazwyczaj sięgałam po produkty matujące, które niestety przesuszały mi skórę na policzkach (a czasami też w problematycznej strefie T) oraz pobudzały skórę do bardziej intensywnej pracy, co skutkowało jeszcze większym jej świeceniem. To oczywiste, ale jeszcze do niedawna żyłam w przeświadczeniu, że skórę mieszaną muszę za wszelką cenę matowić;). Przez pewien czas używałam innego kremu z firmy Soraya - antybakteryjnego, który miał redukować blizny potrądzikowe. Rzeczywiście z bliznami sobie radził (i dlatego dosyć długo przy nim trwałam), ale poza tym nie dawał żadnych spektakularnych efektów i ostatecznie się z nim rozstałam. Postanowiłam całkowicie zmienić sposób pielęgnacji swojej twarzy i zaczęłam sięgać po produkty nawilżające i normalizujące. W lipcu ubiegłego roku pisałam Wam o kremie z firmy Lirene KLIK, z którego byłam bardzo zadowolona. To był krem na dzień, dzisiaj napiszę Wam o kremie przeznaczonym do stosowania w nocy.


Jest to krem przeznaczony dla posiadaczek cer mieszanych i tłustych. Jest zamknięty w szklanym słoiczku, co dla mnie jest niewygodne np. podczas podróży (nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze szklane opakowania szczelnie owijam ubraniami, aby uniknąć rozbicia). Jednak, jeśli ktoś ma w planie używać go tylko w domu, to opakowanie na pewno nie powinno mu przeszkadzać. Słoiczek mieści w sobie 50 ml produktu w kolorze białym (czyli żadnych fanaberii;)). Krem należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia.

(niestety nie zrobiłam wcześniej zdjęć i tutaj możecie zobaczyć produkt na wykończeniu...)

Krem ma dziwny, ciężki zapach - nie jest perfumowany, w każdym razie ja go nie polubiłam - na szczęście szybko się ulatnia. Konsystencja jest bardzo zbita i początkowo miałam wrażenie, że produkt będzie bardzo ciężki. Już miałam w głowie wygląd swojej skóry po przebudzeniu (rano bez zapalania światła doszłabym do łazienki bez zbędnych urazów;)). Takie były moje pierwsze wrażenia po tym, jak już napatrzyłam się na krem;). O tym, jak zadziałał na moją cerę za chwilę, najpierw obietnice producenta.

Jakie ma dawać efekty? Główne działania tego produktu to przywrócenie cerze równowagi, redukcja wszelkiego rodzaju niedoskonałości (wypryski, zaskórniki, rozszerzone pory), zmniejszenie błyszczenia i złagodzenie podrażnień. Ponadto ma zapewnić skórze optymalny poziom nawilżenia. Krem zawiera witaminę B3 (ma regulować pracę gruczołów łojowych, redukować wielkość porów i stany zapalne), cynk (również ma ograniczać łojotok, działać pozytywnie na rozszerzone pory i stany zapalne) oraz kompleks łagodzący - allantoinę i pantenol.

A to moja opinia o produkcie:
Krem miał redukować nadmierne wydzielanie sebum i robi to. Sama byłam zdziwiona tym, że mimo bardzo gęstej konsystencji produkt gładko rozprowadzał się na twarzy i bardzo szybko wchłaniał (a zapach szybko się ulatniał). Rano skóra oczywiście nie była idealnie matowa, ale wyglądała zdrowo, nie błyszczała. Była gładka i sprawiała wrażenie odpowiednio nawilżonej. Również nie pojawiały się żadne przesuszenia. Ten krem rzeczywiście znormalizował pracę mojej cery w nocy i złagodził wszelkie podrażnienia. Jeśli chodzi o redukcję niedoskonałości to niestety trzeba to "włożyć między mity", tak szczerze, to nawet nie miałam specjalnych oczekiwań w tym zakresie. Mimo tego byłam z niego bardzo zadowolona.

Niestety w swoim składzie zawiera parabeny. Nie jestem osobą, która intensywnie wczytuje się w składy kosmetyków, nie znam się na tym (podziwiam osoby, które to robią), ale parabenów w kremach staram się unikać. Kupując ten produkt skupiłam się na obietnicach producenta, ignorując skład. Ale nie żałuję tego, bo spełnił połowicznie swoje zadanie i dobrze znormalizował pracę moich gruczołów łojowych:).


Krem możecie kupić w Rossmannie.
Ja zapłaciłam za niego ok. 14 zł, jednak teraz jego cena poszła w górę i kosztuje ok. 18 zł.

Używałyście go? Co o nim myślicie?
Lubicie w ogóle czytać o kosmetykach pielęgnacyjnych?

Pozdrawiam, Piątek!

wtorek, 16 lipca 2013

Lirene, Krem matująco-nawilżający dla cery mieszanej i tłustej

Dzisiaj przychodzę do Was z kremem, który zachwycił mnie jakiś czas temu. Kupiłam go za ok. 15 zł w Rossmannie. Jest to produkt przeznaczony dla posiadaczek skóry mieszanej lub tłustej do stosowania w ciągu dnia.



Krem jest zamknięty w prostym, plastikowym pojemniczku, który mieści 50 ml produktu. Należy go zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia.

Z informacji na opakowaniu wynika, że jest to kosmetyk przeznaczony dla osób posiadających skórę z tendencją do przetłuszczania się i świecenia, z rozszerzonymi porami oraz niedoskonałościami.
Jakich efektów mamy się spodziewać? Producent gwarantuje zmatowienie, nawilżenie, wygładzenie i ogólną poprawę wyglądu skóry oraz regulację wydzielania serum.

Krem zawiera kompleksy: Skin Matt (likwidujący wszelkie problemy skóry mieszanej i tłustej – błyszczenie, nadmierne wydzielanie serum, niedoskonałości, itd.) i HydroCorn (odpowiadający za nawilżenie skóry). Dodatkowo w składzie produktu znalazł się łagodzący D-pantenol oraz filtr SPF 5.



Jestem tym kremem zachwycona. Ma przyjemny zapach, typowy dla produktów Lirene. Po nałożeniu produkt szybko wchłania się w skórę, która staje się matowa i gładka. Oczywiście nie jest to matowienie, jak po użyciu pudru,  skóra po prostu wygląda zdrowo. Krem stanowi idealną bazą pod makijaż. Jest bardzo wydajny, przy codziennym stosowaniu (tylko na dzień) produkt starczył mi na ok. 4 miesiące użytkowania.
Na pewno kupię go ponownie. Jednak w tej chwili mogę go jedynie zamówić na stronie Lirene. Nie wiem dlaczego, ale został wycofany z Rossmanna ( przynajmniej z tych, w mojej okolicy).


Plusy:
- szybko się wchłania
- matuje skórę na długi czas
- wygładza skórę
- ma przyjemny zapach
- wydajny
- niska cena

Minusy:
- dostępność ( w moim przypadku tylko strona internetowa Lirene)

Pozdrawiam, Piątek
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...