Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolorówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolorówka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 lipca 2018

Eyebrow Fixer, bezbarwny żel utrwalający do brwi od Wibo - Projekt Lipiec 2018 dzień 9.

Żel do brwi jest kosmetykiem, którego używam od dawna. Tak się składa, że do tej pory pozostała wierna produktom z Wibo. Początkowo używałam brązowego żelu, aby później skusić się na bezbarwny, o którym Wam dzisiaj napiszę kilka słów. 

Temat brwi, a konkretniej, ich malowania, ewoluował u mnie w znaczny sposób. Od całkowitego braku ingerencji w ich wygląd (pomijając regulację), poprzez ich delikatne podkreślanie cieniem. Następnie cienie odeszły w odstawkę, a na ich miejsce pojawił się żel. Później pojawiły się oba elementy jednocześnie. W tej chwili nie wyobrażam sobie makijażu bez podkreślenia brwi kredka i utrwalenia ich żelem. Przypomnę, że włoski moich brwi są dość długie, więc każdy kosmetyk pozwalający utrzymać je w miejscu jest mile widziany. 

Wibo Rice power - Projekt Lipiec 2018 dzień 8.

Cześć!
Wczoraj zreklaksowalam się aż za bardzo, przez co notka nie ukazała się. Dzisiaj postaram się to nadrobić  Teraz wrzucam pierwszy post, a drugi powinien ukazać się późnym wieczorem. Obie notki będą dotyczyć produktów Wibo. Zacznę od pudru ryżowego, który pojawił się w ofercie firmy już ponad rok temu. Wtedy zdecydowałam się na zakup właśnie jego oraz pudru bananowego.  

Lubie mieć w kosmetyczce puder, który dobrze matuje. Wtedy zazwyczaj używam go na te miejsca twarzy, które szybko zaczynają się wyświecać. Czy puder z Wibo sobie poradził? O tym dowiecie się z dalszej części wpisu. 

czwartek, 5 lipca 2018

Piątkowe pogaduchy #2 - cienie, cienie i jeszcze raz cienie - Projekt Lipiec 2018 dzień 5.

Hej!
Wczoraj wspominałam Wam o mojej nowej obsesji na punkcie cieni do powiek. Kiedyś uwielbiam lakiery do paznokci i w pewnym czasie przygarniałam ich spore ilości. Lakiery już jakiś czas temu poszły w odstawkę, ale na ich miejsce pojawiło się zamiłowanie do cieni do powiek.


wtorek, 3 lipca 2018

Wyjazdowa kosmetyczka - Projekt Lipiec 2018 dzień 3.

Nie wiem, czy w tym roku będzie mi dane gdzieś pojechać. Może w  ostatniej chwili pojawi się jakaś opcja wyjazdu wakacyjnego. Nie ukrywam, że powitałabym z uśmiechem chociaż dwa dni odpoczynku poza domem. Dzisiaj pokażę Wam, co znalazłby się w moje wyjazdowej kosmetyczce, która w porównaniu do tej sprzed kilku lat uległa znacznemu wyszczupleniu. 

poniedziałek, 2 lipca 2018

Tusz Mega size lashes od Eveline - Projekt Lipiec 2018 dzień 2.

Cześć. Jak Wam mija dzień?

Dzisiaj chciałabym przedstawić tusz, który kupiłam zupełnie przypadkowo podczas jednej z promocji w Rossmannie. Zazwyczaj, w kwestii wyboru kosmetyków do rzęs, podążałam do szafy Maybelline, ponieważ zawsze odnajdywałam tam coś, co się u mnie sprawdzało. Tak też było i tamtego dnia, ale że byłam w nieco większym Rossmannie, to skorzystałam z okazji, aby obejrzeć kosmetyki z szaf, które nie są dostępne w najbliższych mojego miejsca zamieszkania drogerii. Tak też było w przypadku Eveline. Kosmetyki tej firmy często przewijają się przez Instagram. Na przykład w tej chwili na mojej liście kosmetyków do wypróbowania jest m. in. paleta cieni do powiek Burn w mojej ulubionej ciepłej kolorystyce. Pewnie przy okazji przyjrzę się jej z bliska😊. Ale wróćmy do tematu, czyli tuszu do rzęs. 


piątek, 28 lipca 2017

Korektor Magic Pen od Lovely (beżowy) - Projekt Lipiec 2017 dzień 28.

O różowym i zielonym Magic Pen z Lovely już było. Zielony został moim ulubieńcem, bo świetnie ukrywa wszelkie zaczerwienienia. Co do różowego miałam mieszane uczucia, ponieważ całkiem przyzwoicie krył, ale zawierał w sobie mnóstwo drobinek, które odznaczały się w świetle słonecznym. Dzisiaj kilka słów o beżowej wersji.


Korektor jest zamknięty w opakowaniu o pojemności 2 ml. Produkt jest przeznaczony do stosowania na całą twarz (pod oczy oraz na niedoskonałości), więc taka gramatura to naprawdę mało. Jeśli ktoś ma sporo do zakrycia, to korektor zużyje w błyskawicznym tempie. Opakowanie ma formę pisaka, a sam produkt występuje w dwóch odcieniach.

wtorek, 25 lipca 2017

Trio z Lovely | Sculpting Powder - Projekt Lipiec 2017 dzień 25.

Hej!
Dzisiaj chciałabym Wam napisać kilka słów na temat tria pudrów z Lovely. W okrągłym opakowaniu mieści się puder, bronzer i rozświetlacz, czyli niemalże wszystko, co jest potrzebne do wykonania makijażu twarzy:-).
 
 
Sculpting Powder to trzy produkty o gramaturze 15 g, z czego największą przestrzeń zajmuje puder (pewnie dlatego, że jest to najczęściej używany produkt, a przy tym wykorzystywany na większej powierzchni niż dwa pozostałe). Kosmetyk jest dostępny w szafach Lovely w Rossmannach. Po krótce omówię Wam, jak się u mnie każdy z kosmetyków sprawdził.

Paleta cieni Sleek Del mar vol. I - Projekt Lipiec 2017 dzień 24.

Witajcie!
Długo się zastanawiałam, czy publikować ten post, ponieważ paleta, o której będzie mowa nie jest już dostępna w regularnej sprzedaży (była edycją limitowaną). Ostatecznie uznałam, że będzie to wstęp do przedstawienia bliżej moich palet z cieniami do powiek. Poza tym miałam już gotowe zdjęcia (zarówno palety, jak i kilku makijaży) i nie chciałam, żeby trafiły do kosza:-).
 

Przez długi czas byłam zafascynowana paletami ze Sleeka. Mam ich kilka, a w pewnym momencie na liście zakupowej miałam ich jeszcze więcej. Wówczas wygrał zdrowy rozsądek. Chociaż i tak mam sporo kosmetyków kolorowych do powiek, więc czy można tu mówić o zdrowym rozsądku? Napiszcie mi, jak długo trzymacie cienie do powiek? Jak długo ich używacie? Przydatność tej palety to 12 miesięcy od momentu otwarcia. Oczywiście mam ją o wiele dłużej, ale cienie pozostają w dobrej formie dlatego nadal ich używam. Dajcie znać, jak jest u Was?

czwartek, 20 lipca 2017

Metaliczne eyelinery z Golden Rose (fiolet i złoty brąz) - Projekt Lipiec 2017 dzień 20.

Hej!
Dzisiejszy wpis poświęcę dwóm eyelinerom, które śmiało mogę zaliczyć do grona moich ulubieńców. Posiadam je już troszkę i prawdopodobnie w najbliższym czasie oba sięgną dna. Dlatego też, po pierwsze, uznałam, że pora na stosowną notkę, a po drugie, postanowiłam rozejrzeć się na stronie Golden Rose, aby rozeznać się w dostępności odcieni (niestety nie mam dostępu do żadnej wyspy GR). I co się okazało? W międzyczasie zmieniła się szata graficzna opakowań, ale oczywiście to żaden problem. Na stronie GR znalazłam brąz (ale czy to jest ten, który posiadam? - numeracja jest całkiem inna), ale fioletu nie widzę:-(. Jeszcze pozostaje nadzieja, że któraś z niebieskości, jakie tam są zaproponowane to w rzeczywistości fiolet :-) (gdyż na stronie odcienie kosmetyków i lakierów nie są przedstawieniami rzeczywistymi, a grafikami). Dlatego też, albo będę zamawiała "na ślepo", albo może wybiorę się gdzieś dalej i poszukam wyspy z kosmetykami...
 

wtorek, 18 lipca 2017

Maybelline The Colossal Volume Express Smokey Eyes, czyli kolejny tusz do rzęs - Projekt Lipiec dzień 18.

Witajcie!
Dzisiaj kolejny post kolorówkowy z tuszem w roli głównej. Tym razem wróciłam do mojej ulubionej linii, czyli produktów w żółtym opakowaniu z serii The Colossal. Podstawową, codzienną wersję lubiłam, ale całkowicie ujął mnie efekt jaki osiągałam używając opcji Cat Eyes, której niestety nie ma już w Rossmannach (zachęcam Was do odszukania postów na ich temat za pomocą wyszukiwarki znajdującej się na pasku bocznym).Tym razem bliżej przyjrzę się kolejnej wersji - Smokey Eyes.
 
 

sobota, 15 lipca 2017

Maybelline Color Tattoo Creme De Rose - Projekt Lipiec 2017 dzień 15.

Hej!
Uznałam, że najwyższa pora na recenzję kolejnego cienia w kremie z serii Color Tattoo. Tym razem napiszę Wam kilka słów o Creme De Rose, który nieuchronnie zbliża się do całkowitego denka:-). Kupiłam go dawno temu na jednej z rossmannowych promocji razem z jeszcze jednym odcieniem (którego jednak postanowiłam nie otwierać od razu:-)).
 

niedziela, 2 lipca 2017

Bell korektor Multi Mineral - Projekt Lipiec 2017 dzień 2.

Jakiś czas temu pisałam Wam, że zamierzam ograniczać zakupy kosmetyczne i skupić się na zużywaniu zapasów. Akurat tak się złożyło, że w moim koszyku znajdowało się kilka otwartych korektorów, więc postanowiłam popracować nad zmianą tego stanu, co zaowocowało sporym denkiem korektorowym:-). Jednym z zużyć był korektor Multi Mineral z Bell.

sobota, 25 marca 2017

Wibo tusz Rock with me

Dzisiaj przyszła pora na kolejną recenzję tuszu do rzęs. Tym razem na pierwszy plan wychodzi Rock with me od Wibo. Wspominałam już o nim w notce na temat promocji w Rossmannie, dlatego nie jest żadną tajemnicą, że tusz sprawdzał się u mnie świetnie. Początkowo nie miałam wobec niego żadnych dużych oczekiwań (dlaczego? - o tym później), ale ostatecznie stał się jednym z moich ulubieńców:-).
 

Tusz wygrałam bardzo dawno temu w jednym z konkursów organizowanych przez Wibo. I jak zwykle u mnie, przeszedł on solidną kwarantannę w szufladzie zanim postanowiłam po niego sięgnąć (stąd jeszcze stare logo na opakowaniu). Całe szczęście był nieotwierany, więc mogłam się cieszyć idealnie świeżym produktem. To pozytyw, niestety dla mnie tusz chyba został wycofany, bo nie widzę go ani na stronie Wibo ani w Rossmannie. Szkoda, bo zrobiłabym małe zapasy...
 
Chyba kiedyś miałam już okazję używać jakiegoś tuszu z Wibo, ale to było bardzo dawno temu i szczerze mówiąc pisząc nawet nie pamiętam, jak się u mnie sprawdzał. Po ten produkt sięgałam niepewnie. Glównie ze względu na ogromną i dziwną szczotkę. Już w wyobraźni widziałam powieki usmarowane tuszem (bardziej niż zazwyczaj:-)).
 
 
Szczotka jest naprawdę dziwna. Z jednej strony włosie jest proste i krótkie (malowałam nim dolne rzęsy), z drugiej dłuższe układające się w spiralę (używałam do górnych rzęs). Nabiera ona sporo tuszu, szczególnie zaraz po otwarciu produktu, kiedy jest on dosyć rzadki.
 
 
Jeśli chodzi o jego wygląd na rzęsach, to delikatnie sklejał rzęsy. Jednak mnie to nie przeszkadzało, ponieważ tusz fantastycznie podkreślał i.... uwaga... podkręcał rzęsy:-). Precz z zalotką! Szybko przypomnę, że z natury moje rzęsy są proste jak patyki. Dlatego każdy produkt podkręcający je jest u mnie mile widziany:-). Tusz nie pozostawiał na rzęsach grudek, ale w miarę "starzenia się" pod koniec dnia zaczynał się delikatnie osypywać.
 
Poniżej efekt na rzęsach. Nie wiem, jak to się stało, ale nie mam żadnego ujęcia od frontu. Widocznie koniecznie chciałam Wam pokazać to podkręcenie:-).
 






Czy znacie jakiś tusz, który dawałby podobny (a najlepiej taki sam) efekt na rzęsach? Będę wdzięczna za jakiekolwiek podpowiedzi, bo nie ukrywam, że bardzo żałuję, że zawczasu nie kupiłam dodatkowego opakowania:-).

Lubicie tusze Wibo? Jakie macie o nich zdanie? Używałyście Rock with me?
Też robicie zapasy kosmetyczne? Koniecznie dajcie znać w komentarzach:-).

Miłego dnia!

piątek, 10 marca 2017

Bell Ms. Perfect 06, czyli pomadka w odcieniu nude:-)

Jeszcze do niedawna moimi ulubionymi odcieniami pomadek były mniej lub bardziej intensywne odcienie róży. Oczywiście w mojej kosmetyczce znajdowały się kolory bardziej neutralne, codzienne, ale jeśli już stawałam przed wyborem pomadki to moje dłonie zawsze kierowały się w stronę tych bardziej wyrazistych odcieni. Jakiś czas temu nastąpiła mała zmiana i w tej chwili intensywne pomadki poszły w odstawkę na korzyć tych delikatniejszych:-).
 

 
Kilka miesięcy temu w szafach Bell, które znajdują się w Biedronkach pojawiła się seria kosmetyków Ms. Perfect, wśród których znalazło się sześć pomadek w neutralnej kolorystyce, czyli idealnych na co dzień. Wtedy kupiłam dla siebie korektor i szminkę oznaczoną numerkiem 06. Jakiś czas temu kosmetyki z tej serii zostały zastąpione kolejną edycją limitowaną, ale producent zdecydował o pozostawieniu w szafach pomadek:-). Więc jeśli tylko macie ochotę przyjrzeć się im bliżej to warto przespacerować się do Biedronki:-).
 

Pomadka jest zamknięty w białym opakowaniu, na którym znajdują się srebrne napisy. Na spodzie przyklejona jest naklejka w kolorze nawiązującym do odcienia sztyftu, na której znajduje się numeryczne oznaczenie pomadki:-).


Jeśli chodzi o sam odcień 06, to ciężko go określić. Dla mnie to taka brązowa brzoskwinia, nie za ciemna i nie za jasna. Produkt ma kremową konsystencję, przyjemnie nakłada się na wargi, ale zdarza się, że podkreśla ewentualne przesuszenia ust. Trwałość jest średnia, o ile nic nie jem pomadka "siedzi" na ustach do 2 godzin (a "schodzi" z nich równomiernie:-)).


Przyznam się Wam, że chętnie przygarnęłabym jeden z neutralnych róży z tej serii, ale jestem zasypana kolorowymi produktami do ust, więc na razie jakiekolwiek zakupy są wykluczone:-).
 
Dajcie znać, czy posiadacie jakieś pomadki z tej serii i jak się u Was sprawują? A może macie neutralnych ulubieńców z innych firm?
 
Miłego dnia!

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Lovely Magic Pen Brillance - rozświetlający korektor pod oczy

Zrobił się u mnie mały zator w recenzjach kosmetyków kolorowych. Dzisiejsza notka będzie poświęcona kolejnemu korektorowi w pędzelku z Lovely (jeszcze jeden czeka do zrecenzowania:-)). Kiedyś pisałam Wam o zielonej wersji na zaczerwienienia KLIK, dzisiaj poświęcę chwilę różowej, rozświetlającej wersji pod oczy.


Korektor jest zamknięty w opakowaniu przypominającym kształtem pisak. Pod zatyczką znajduje się pędzelek, przy pomocy którego nakładamy produkt na twarz. Opakowanie mieści w sobie 2 ml kosmetyku, czyli całkiem niewiele. Ale biorąc pod uwagę fakt, że ma to być kosmetyk przeznaczony do stosowania pod oczy, to chyba nie ma tragedii:).
 

Produkt ma całkiem przyjemną, dobrze rozprowadzającą się konsystencję, jest też dosyć trwały. Jednak mam co do niego dwa "ale". Po pierwsze kolor. Korektor występuje tylko w jednym odcieniu - w moim przypadku zbyt ciemnym jak na produkt pod oczy, bo na pewno nie jest w stanie rozświetlić tych okolic. Nie nadaje się również do stosowania na inne partie twarzy, ponieważ (drugie "ale") zawiera w sobie mnóstwo drobinek, które później wszędzie się "plątają". To pewnie one miały rozświetlać, ale niestety nie wyszło... Gdyby tylko korektor był jaśniejszy drobiny byłyby do zniesienia.
 

Używałyście Magic Pen'ów z Lovely? Co o nich myślicie?
Za jakiś czas postaram się wrzucić na bloga notkę o trzecim korektorze z tej serii (w beżowym opakowaniu).

Miłego dnia :-)!

poniedziałek, 21 listopada 2016

Tusz The Colossal Volum' Express Cat Eyes od Maybelline

Tusze w charakterystycznych żółtych opakowaniach z serii Colossal z Maybelline to produkty, do których wracam co pewien czas próbując ich kolejne warianty. Wszystko zaczęło się od podstawowej, ale wodoodpornej wersji KLIK, następnie przyszedł czas na niebieskie rzęsy KLIK, później bohater dzisiejszego posta, czyli wersja Cat Eyes, a od niedawna testuję opcję Smoky Eyes, o której pewnie jeszcze kiedyś będzie mowa:-).


Jak już wspomniałam tusz jest zamknięty w charakterystycznej dla serii żółtym, beczułkowatym opakowaniu, które mieści w sobie 9,5 ml produktu. W przypadku wersji Cat Eyes wszelkie napisy są utrzymane w pomarańczowej, metalicznej kolorystyce. Ponadto na zakrętce pojawił się wzorek lamparcich cętek, który ma nawiązywać do nazwy tuszu:-).


Tusze dostępne są w szafach Maybelline, np. w Rossmannach (EDIT: nie widzę go aktualnie w Rossmannie - dlaczego drogeria wycofuje wszystkie tusze, które się u mnie świetnie sprawdzają???, ale jest dostępny np. w drogerii internetowej iperfumy.pl), ale też co pewien czas można je znaleźć w Biedronkach, gdzie mają niższą cenę (teraz żałuję, że nie kupiłam go kiedy był w sprzedaży kilka miesięcy temu). Produkt nadaje się do użycia przez 6 miesięcy od momentu otwarcia. W moim przypadku starczył na 3-4 miesiące codziennego użytkowania. Następnie zaczął wysychać i osypywać się.
 

Jak widzicie na powyższym zdjęciu szczoteczka jest wąska i zaokrąglona z jednej strony (górne rzęsy malowałam wklęsłą stroną, dolne - wypukłą). Nabiera sporo tuszu, dlatego podczas nakładania produktu na rzęsy może powodować ich sklejanie. Na pewno nie jest to szczotka, które daje efekt idealnie rozczesanych rzęs, ona zdecydowanie je mocniej podkreśla. Dwie warstwy tuszu były dla mnie wystarczające (tyle widzicie na zdjęciach).

Produkt idealnie spełniał swoje zadanie - bez problemu podkreślał i podkręcał moje proste rzęsy bez wsparcia ze strony zalotki:-). Niestety kształt szczotki sprawiał, że bardzo łatwo brudziłam tuszem powieki (widzicie to na zdjęciach), co oczywiście później można było szybko wyczyścić patyczkiem kosmetycznym. Cat Eyes wytrzymywał na rzęsach cały dzień bez osypywania (zaczął to robić po kilku miesiącach od otwarcia).
 




 
 
Lubicie tusze Maybelline? Jak się u Was sprawują? Które polecacie?
 
Miłego dnia! 

piątek, 30 września 2016

Lovely, pomadka Creamy Color nr 4

Już dzisiaj rusza kolejna promocja -49% w Rossmannie. Tym razem zaczyna się ona od zniżek na kosmetyki do makijażu ust oraz lakiery do paznokci, odżywki, topy, itp. W ostatniej chwili postanowiłam przygotować post z kosmetykami, które polecam. Postaram się go opublikować jutro. Natomiast dzisiaj poświęcę kilka słów pomadce, która jako jedna z ostatnich trafiła w moje ręce:-). I to zupełnie przypadkowo:-).


Pomadki z serii Creamy Color są dostępne w szafach Lovely.  O ile się nie mylę możemy wybierać z ośmiu odcieni (od neutralnych, poprzez róże, aż po czerwień). Opakowanie jest plastikowe, skuwka, na której znajdują się wszystkie informacje na temat produktu jest srebrna, natomiast pozostała część pomadki nawiązuje kolorem do odcienia produktu. Opakowanie zabezpieczone jest naklejką z kodem kreskowym oraz numerem, dzięki czemu wiadomo, która pomadka była już wcześniej otwierana:-). Pomadka kosztuje 10,99 zł.


Wybrałam dla siebie odcień oznaczony numerem 4, czyli stonowany róż z domieszką brązu. Gdy tylko dobrałam się do testera, wiedziałam, że to coś idealnego dla mnie:-). Pomadka ładnie pachnie i ma bardzo przyjemną konsystencję. Wykończenie, co zobaczycie na kolejnych zdjęciach, jest błyszczące. Pomadka wytrzymuje na ustach kilka godzin (2-3), o ile niczego nie jemy. Ale, jak wygląda. Jestem nią zachwycona:-).


Efekt na ustach prezentuje się tak :-):






Posiadacie inne odcienie z tej serii? Jesteście z nich zadowolone? Piszcie w komentarzach:-).

Pozdrawiam!

piątek, 23 września 2016

Wibo, kredka do ust Nude lips nr 4

Kredka z serii Nude lips trafiła do mnie w czasie kwietniowo-majowej promocji w Rossmannie. Do tamtej pory posiadałam tylko jedną konturówkę, Perfect Line z Lovely KLIK. Byłam z niej zadowolona, dlatego postanowiłam zwrócić swój wzrok w stronę szafy z kosmetykami Wibo. Firma posiada w swoim asortymencie dwie serie kredek (a przynajmniej ja zwróciłam swoją uwagę na te dwie:-)) - Lip Define Pencil oraz wspomnianą Nude lips, którą wybrałam dla siebie.


Mój wybór padł na numer 4, czyli neutralny, przybrudzony róż, który w moim przypadku wygląda bardzo naturalnie. Kredka nadaje się użycia w ciągu sześciu miesięcy od jej otwarcia. Jej gramatura nie jest określona na opakowaniu.


Kredka ma całkiem przyjemną konsystencję. Jest dosyć miękka, dzięki czemu nie miałam problemów, aby nałożyć ją na usta. Jak już wspomniałam odcień jest bardzo naturalny i codzienny. Delikatnie różni się od mojego naturalnego koloru ust. Trwałość (jeśli o mnie chodzi) jest zadowalająca. Kredka długo "siedzi" na ustach, napoje nie wyrządzają jej większych szkód. Po jedzeniu wymaga poprawki, ponieważ "zjada" się pozostawiając gruby kontur. Jednak, jak już pisałam, kolor produktu jest zbliżony do mojego odcienia warg i wytarcia zbyt mocno się nie odznaczają (ale oczywiście wymagają uzupełnienia:-)).


Poniżej możecie obejrzeć, jak kredka wygląda na ustach.




Co myślicie o tym odcieniu? W związku z tym, że zbliża się promocja w Rossmannie, to pewnie przyjrzę się bliżej innym kolorom:-). Regularna cena kredki to 6,79 zł.

Pozdrawiam!

czwartek, 5 maja 2016

Curling Pump Up Mascara od Lovely

Witajcie!
Z tą recenzją "bawię się" już od bardzo dawna. Zdjęcia zrobione, post wstępnie skonstruowany, ale mimo wszystko pozostawał nadal nieopublikowany. W międzyczasie kolejka tuszy do zrecenzowania znacznie się wydłużyła - nie mam pojęcia, kiedy to nadrobię. W każdym razie dzisiaj robię krok w przód i odhaczam jeden z produkt z listy:-).


Curling Pump Up to tusz, który zakupiłam na jednej z rossmannowskich promocji. Później, jak zwykle, przeszła kwarantannę w szafce razem z innymi zapasami, aż w końcu przyszedł na nią czas:-). W związku z tym, że wiele razy czytałam bardzo pochlebne opinie na jej temat, miałam w stosunku do tej maskary spore oczekiwania.


Tusz zamknięty jest w żółtym plastikowym opakowaniu, na którym znajdują się niebieskie napisy. Wewnątrz znajduje się 8 ml produktu. Szczoteczka jest silikonowa i (jak widzicie na zdjęciach) z jednej strony jest prosta, a z drugiej wypukła. 

Według zapewnień producenta tusz powinien podkręcać i unosić rzęsy:-).


Przypomnę Wam, że moje rzęsy z natury są proste, dlatego też miałam nadzieję, że tusz da radę i sprawi, że uzyskam chociaż lekkie uniesienie.
Produkt tuż po otwarciu był bardzo rzadki, ale po tygodniowym użytkowaniu uzyskał odpowiednią konsystencję:-). Tusz przede wszystkim bardzo ładnie rozdzielał rzęsy. Nawet dołożenie drugiej warstwy nie doprowadziło do ich sklejenia. Produkt podkręca rzęsy! Może nie jest to jakieś ogromne podkręcenie, ale dla mnie jest to duża różnica:-). Maskarę zmywałam bez żadnych problemów używając płynu dwufazowego.

Na zdjęciach na rzęsach mam dwie warstwy tuszu, nie używałam zalotki.




Ale produkt nie jest bez wad. Zazwyczaj tusze do rzęs używam przez 3-4 miesiące. W tym przypadku maskara nadawała się do użycia przez 1,5 miesiąca - troszkę krótko. Po tym czasie zaczęła w zastraszającym tempie wysychać.


Produkt dostępny jest w szafach Lovely i kosztuje 10,99 zł.

Używałyście go? Jak się u Was sprawdził?
Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...