Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 lipca 2018

Nivea - dwufazowy płyn do demakijażu oczu Projekt Lipiec 2018 dzień 1.

Cześć!
Jak Wam mija dzień? U mnie niestety średnio, więc aby nie zaręczać się bieżącymi problemami postanowiłam tutaj w końcu zajrzeć. Ostatnio zdenkowałam sporo kosmetyków i część z nich czeka w kolejce na zrecenzowanie. Jednym z nich jest płyn do demakijażu oczu z Nivea. Pierwszą butelkę dostałam w ramach akcji Przyjaciółki Nivea, kolejne bez problemu zakupiłam w Rossmannie. 




poniedziałek, 31 lipca 2017

Perfecta Epi Lady | cukrowy wosk do depilacji w plastrach - Projekt Lipiec 2017 dzień 31.

Zakończenie lipcowego projektu nie przebiegło tak, jak sobie zaplanowałam. Oczywiście nie zmieściłam się w czasie. Ostatnie dni były dla mnie staniwczo za krótkie :-). Dzisiaj ostatnia notka lipcowa (przynajmniej teoretycznie), a później, przez najbliższych kilka dni robię przerwę od bloga. Za jakiś czas postaram wrócić z pozostałymi dwoma odcieniami lakierów Essie z letniej kostki oraz z recenzją porównującą twa top coaty.

Dzisiaj poruszę temat depilacji, a konkretniej depilacji twarzy. Niestety, jako osoba z ciemnymi włosami, zmagam się z problemem zbędnego owłosienia na twarzy. Nie jest to ogromny problem, ale zdecydowanie lepiej się czuję, gdy raz na jakiś czas (najczęściej co około 4 tygodnie) użyję plastrów, o których za chwilkę coś więcej Wam napiszę.

niedziela, 23 lipca 2017

Nivea | olejek w balsamie Kwiat Wiśni - Projekt Lipiec dzień 23.

Hej!
Już chyba od tygodnia nie mogę się zebrać w sobie, aby publikować posty wcześniej. W dzień mam tyle zajęć, że każda wolna chwila jest też chwilą wolną od komputera na rzecz książki:-). Ale chyba też już się troszkę przyzwyczaiłam do wieczornej pisaniny:-).

Dzisiaj kolejna notka pielęgnacyjna. W jednym z poprzednich postów z nowościami pokazywałam Wam przesyłkę od Nivea z balsamem w wersji zapachowej Kwiat Wiśni (o ile dobrze pamiętam - jednej z czterech). Moja współpraca z balsamami czy masłami do ciała nigdy nie należała do łatwych. Wieczorami często zdarzało się, że po prostu rezygnowałam z balsamowania, bo chciałam jak najszybciej znaleźć się w łóżku. Natomiast w dzień często o tym zapominałam, a jeśli już pamiętała to raczej latem. Głównie ze względu na to, że różne produkty różnie się wchłaniają, a ciężko zakładać spodnie na nie do końca wchłonięty kosmetyk (szczególnie, gdy się człowiek rano spieszy:-)). Od kilku miesięcy staram się regularnie używać balsamów wieczorami (jest postęp), a dzięki balsamowi od Nivea również w dzień:-).

sobota, 22 lipca 2017

Le Petit Marseiliais | różany pielęgnujący balsam do mycia - Projekt Lipiec 2017 dzień 22.

Hej!
Kosmetyki pielęgnacyjne La Petit Marseiliais pojawiły się na polskim rynku kilka lat temu. Wtedy też głośno było o nich na łamach wielu blogów. Oczywiście reklama zrobiła swoje i skusiłam się na jeden żel pod prysznic. Nie zrobił on wówczas na mnie większego wrażenia i na jakiś czas pożegnałam się z marką. Kilka tygodni temu przez zupełny przypadek trafił do mnie produkt, o którym dzisiaj Wam opowiem (a nawet dwa, ale drugi oddałam mojej mamie:-)).  

czwartek, 13 lipca 2017

Lirene Aqua Cristal | krem intensywnie nawilżający - Projekt Lipiec 2017 dzień 12.

Wczoraj stało się coś, co zdarza się zawsze, gdy jestem w trakcie swojego projektu:-). Przez cały wczorajszy dzień nie miałam czasu, aby usiąść i napisać notkę. Dopiero późnym wieczorem znalazłam chwilkę, ale co się stało? Oczywiście internet odmówił współpracy... Norma:-). W związku z tym dzisiaj powinny ukazać się dwa posty - wczorajszy teraz, a kolejny wieczorem.
 
----------------------------------
 
W poniedziałek pisałam  o kremie na dzień z serii Liście manuka z Ziaja, dzisiaj przyszła kolej na krem na noc (chociaż tak nie do końca, ale o tym za chwilę:-)).

poniedziałek, 10 lipca 2017

Ziaja | krem nawilżający balans korygująco-ściągający z serii Liście manuka - Projekt Lipiec 2017 dzień 10.

Hej!
Jak już Wam wczoraj wspomniałam na dzisiaj zaplanowałam post pielęgnacyjny, w którym padnie kilka słów o kremie na dzień z serii Liście manuka firmy Ziaja. Produkty z tej serii pojawiły się na rynku już spory czas temu. Oprócz kremu na dzień dostępny jest również ten na noc, a także tonik, pasta oczyszczająca, żel do mycia twarzy i żel peelingujący (zapomniałam o czymś?). Krem na dzień jest produktem, który od dłuższego czasu "przewijał się" przez bloga (w postach z ulubieńcami), ale do tej pory nie doczekał się osobnej notki.
 

czwartek, 6 lipca 2017

AA żel micelarny Oil infushion - Projekt Lipiec 2017 dzień 6.

Witajcie!
Czas na pielęgnacje:-). Na dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję żelu micelarnego AA z olejkowej serii Oil infushion. Kiedyś namiętnie używałam płynów micelarnych właśnie z AA, ale w pewnym momencie moje ulubione poznikały z półek w Rossmannie i przerzuciłam się na inne marki. Po wielu miesiącach ponownie skorzystałam z propozycji AA, co zaskutkowało tym oto żelem:-). Produkt przeznaczony jest zwłaszcza dla osób posiadających skórę wrażliwą i skłonną do alergii. Moja cera w ostatnim czasie przechodziła różne zawirowania, więc dodatkowe walory pielęgnacyjne są mile widziane:-).

niedziela, 26 lipca 2015

Delicje, czyli Original Source Chocolate & Orange - Projekt Lipiec 2015 dzień 26.

Żele Original Source to produkty, do których lubię co jakiś czas wrócać (o czym świadczą pojawiające się co jakiś czas posty na ich temat:)). Jakiś czas temu zrobiłam ich spory zapas, kupując dwupaki w Biedronce. I właśnie w jednym z nich znalazł się Chocolate & Orange.


1095 dni rosło ziarno kakaowca, które zamknęliśmy wraz z soczystą pomarańczą w tej butelce. Jest to delicja wśród żeli pod prysznic, która przemienia codzienną kąpiel w nierutynowo pyszną przyjemność bez ani jednej kalorii.
/informacja z opakowania/


Bursztynowy kolor produktu i żelkowata konsystencja przypominają galaretkę. A zapach to rzeczywiście pomarańczowa delicja. Jako wielki łasuch, uwielbiam takie połączenia zapachów i jak zwykle ubolewam nad tym, że w ogóle nie utrzymują się po umyciu na ciele. Niestety te żele z Original Source, które mają galaretkowatą strukturę bardzo słabo się pienią (przynajmniej takie jest moje odczucie). Ale myć, myją i to najważniejsze:).



Kolejnym mankamentem jest ich dostępność. W najbliższych Rossmannach wypatrzyłam kilka zapachów, ale głównie owocowych. Ale co jakiś czas żele pojawiają się również w Biedronkach, wówczas można wybrać dla siebie coś pachnącego nieco inaczej:). Mam nadzieję, że niedługo ponownie pojawią się jakieś czekoladowe wersje:).

Pozdrawiam!
Piątek

wtorek, 21 lipca 2015

Pharmaceris T Pianka głęboko oczyszczająca - Projekt Lipiec 2015 dzień 21.

Dzisiaj przyszła pora na kolejny post pielęgnacyjny, w roli głównej: pianka:).

Posiadam dwa produkty z Pharmaceris z zielonej linii T, czyli tej przeznaczonej dla skóry trądzikowej. Oprócz tytułowej pianki miałam okazję używać kremu na noc z kwasem migdałowym. Na temat obu kosmetyków już zdążyłam wyrobić sobie zdanie. Dzisiaj poznacie moją opinię na temat pianki, a za jakiś czas postaram się przygotować notkę odnośnie kremu.


Produkt zamknięty jest w przezroczystej butelce o pojemności 150 ml. Ze względu na to, że kosmetyk jest w formie pianki, jest wyposażony w odpowiednią pompkę. Nie sprawia ona żadnych problemów i mimo, że zużyłam już niemal całość produktu, to ani razu się nie zacięła.
Piankę należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia opakowania, a raczej od pierwszego użycia.


Pianka jest produktem głęboko oczyszczającym przeznaczonym dla cery trądzikowej i mieszanej. Zawiera ekstrakty z tamaryndy, łopianu oraz cynk PCA. Głównym zadaniem produktu jest oczyszczanie skóry twarzy z zanieczyszczeń i makijażu. Wspomniany ekstrakt z łopianu, dzięki właściwościom antybakteryjnym pomaga zapobiegać powstawaniu zmian trądzikowych i zaskórników. Natomiast tamarynda łagodzi istniejące zmiany trądzikowe. Po użyciu skóra twarzy powinna być oczyszczona, nawilżona i matowa.


Pianka ma bardzo przyjemny zapach, świeży, ale nie natarczywy. Zazwyczaj używam jej wieczorem po wstępnym oczyszczeniu twarzy płynem micelarnym. Dwie pompki produktu nakładam na delikatnie zwilżoną twarz i usuwam resztki makijażu i inne zabrudzenia:). Pianka bardzo dobrze oczyszcza skórę i pozostawia ją napiętą, ale nie ściągniętą. Sprawia ona wrażenie dobrze odżywionej i nawilżonej (lubię ten efekt:)), ale oczywiście należy dodatkowo nałożyć krem. Pianka, wbrew pozorom jest bardzo wydajna i wystarcza na długi czas.


Produkt można kupić w aptece lub tak, jak ja na stronie producenta KLIK. Kosztuje niecałe 30 zł, ale po raz kolejny powtórzę, że warto czekać na promocje (ja zapłaciłam za nią mniej niż 20 zł).

A Wy, czego używacie do wieczornego oczyszczania twarzy? Czekam na Wasze komentarze.

Pozdrawiam!
Piątek


czwartek, 9 lipca 2015

Lirene, dwufazowy płyn do demakijażu oczu - Projekt Lipiec 2015 dzień 9.

Dzisiaj przychodzę do was z postem pielęgnacyjnym. Oj, dawno takiego nie było:). Tym razem napiszę kilka słów o płynie dwufazowym do demakijażu oczu z Lirene. Do tej pory zużyłam dwie butelki (w sporym odstępie czasowym), więc na spokojnie mogę się na jego temat wypowiedzieć:).


Płyn jest zamknięty w butelce o pojemności 125 ml. Jak widzicie jest ona przejrzysta, dzięki czemu widzimy zużycie produktu. Zakrętka jest biała, zamykana na zatrzask, który solidnie trzyma (jednak mimo tego, nie ryzykowałabym przewożenia butelki "do góry nogami" :)). Produkt jest bezzapachowy i składa się z dwóch warstw.

Jasna faza zawiera mieszankę olejków (jakich? nie wiem), która ma skutecznie usuwać każdy makijaż, nawet ten wodoodporny. Natomiast niebieska warstwa ma działać kojąco i tonizować okolicę oczu, nie podrażniając ich. Płyn nie powinien zostawiać po sobie tłustej warstwy.


Płyn oczywiście usuwa skutecznie makijaż, ale trzeba na to poświęcić nieco czasu. Już od dawna nie używam tuszu wodoodpornego, ale mimo tego wydaje mi się, że produkt miałby trudności ze zmyciem tego typu produktu. Zwykły tusz jest już dla niego problematyczny.
Produkt nie podrażnia oczu. Nawet przedłużający się demakijaż nie wywołuje pieczenia. Lirene pozostawia po sobie delikatną poświatę, jednak nie jest to tak tłusta warstwa, jak w przypadku płynu z Ziaja KLIK. W moim przypadku i tak nie ma to większego znaczenia, ponieważ bardziej olejkowe produkty lepiej radzą sobie u mnie z usunięciem makijażu z powiek i rzęs:).

Poniżej możecie zapoznać się ze składem produktu.


Nie jest to zły produkt. Spełnia swoje podstawowe zadanie, jakim jest usunięcie makijażu. Jak już wspomniałam, na co dzień używam kosmetyków niewodoodpornych, dlatego też płyn z Lirene był dla mnie wystarczający. Nie rzucał na kolana, ale dało się go zużyć. 
Poważnym minusem jest jak dla mnie cena produktu, ponieważ w Rossmannie kosztuje ponad 13 zł, czyli dwa razy więcej od wspomnianego produktu z Ziaja. Moim zdaniem jest to o kilka złotych za dużo, jak na tak przeciętny produkt. Dlatego, jeśli macie ochotę go wypróbować, warto poczekać na jakąś promocję:).

Znacie ten produkt? Jak się u Was sprawdzał? 

Pozdrawiam!
Piątek


poniedziałek, 8 grudnia 2014

Lirene Płyn micelarny z tańczącymi drobinkami z wit. E

Pielęgnacji już dawno na blogu nie było, nawet bardzo dawno. Korzystając z chwili wolnego czasu zaczynam nadrabiać zaległości. Jest w tej chwili godzina 15, a na dworze już się robi ciemno... Cóż, idzie zima. Dlatego dzisiaj nieoczekiwanie zabieram Was w klimaty meksykańskiej fiesty:D!


Ten kosmetyk kupiłam z czystej ciekawości. Po prostu zobaczyłam go kiedyś na którymś z kanałów na YouTube, gdzie oczywiście był zachwalany. Akurat mój płyn z AA KLIK dobijał do dna, więc postanowiłam wypróbować coś nowego.

Produkt jest zamknięty w plastykowej butelce z pomarańczową nakrętką/zatrzaskiem o pojemności 200 ml. Płyn jest bezbarwny, a w nim pływają (oczywiście po odpowiednim wstrząśnięciu butelką) żółte i pomarańczowe drobinki. Należy go zużyć w ciągu 9 miesięcy od otwarcia.

Zapach jest bardzo owocowy, egzotyczny, ale mimo wszystko bardziej w chemiczny sposób. Nie identyfikuję go z konkretnym owocem, ale w założeniu ma to być zapach papai. Mimo tego jest bardzo przyjemny. Jednak jeśli chodzi o demakijaż twarzy, to preferuję produkty bezzapachowe, albo o mniej intensywnych zapachach. Jeszcze w przypadku większych partii twarzy (czoło, policzki, nos, broda) byłby znośny (zapach), ale demakijaż ust jest dla mnie nie do przejścia. Pewnie to jakieś moje dziwactwo, ale nie lubię nanosić na wargi produktów perfumowanych, bo później (mimo zmycia wszystkiego wodą) nadal czuję tę chemię.


Według zapewnień producenta produkt ma nawilżać, oczyszczać i usuwać makijaż. Jest on odpowiedni dla wszystkich typów cery, przede wszystkim dla osób w wieku 20+ (co, jak co, ale 20 lat skończyłam jakiś czas temu i już zawsze będę w kategorii wiekowej 20+ ;)). 
Płyn zawiera wyciąg z papai, który, jako źródło witaminy C i mikroelementów, ma długotrwale nawilżać, wygładzać i nadawać cerze promienny wygląd. Kolorowe drobinki, które widzicie na zdjęciach, zawierają witaminę E, która ma poprawiać sprężystość skóry i zapobiegać procesom starzenia. Ponadto produkt zawiera wyciągi z bambusa, lotosu i lilii wodnej, które regenerują skórę oraz D-panthenol, który łagodzi podrażnienia.

Przed zastosowaniem płynu należy energicznie wstrząsnąć butelką (aby wprawić drobinki w ruch), nanieść produkt na wacik i rozprowadzić na skórę twarzy (omijając okolice oczu). Produkt ma nie zostawiać na skórze tłustej warstwy, dlatego też nie wymaga zmywania.

Ze względu na to, że po raz kolejny nie zrobiłam zdjęcia (a już jest zbyt ciemno na ich zrobienie), na którym byłby pokazany skład kosmetyku, przepisałam go poniżej:).

Składniki: Aqua, Glycerin, Poloxamer 188, Propylene Glycol, Panthenol, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Cellulose, Polyaminopropyl Biguanide, Sorbitol, BHT, Disodium Asenosine Triphosphate, Algin, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Nymphaea Alba (Water Lily) Root Extract, Bambusa Vulgaris (Bamboo) Leat/Stem Extract, Nelumbium Speciosum Flower Extract, Mannitol, Lactose, Hydroxypropyl Methylcellulose, Tocopheryl Acetate, Polysorbate 20, Parfum, Butylphenyl Metyhylpropional, Linalool, Cl 77007, Cl 12085.


Od tego produktu wymagałam przede wszystkim dobrego oczyszczania oraz uczucia nawilżenia. Niestety nie nadaje się on do przemywania okolic oczu. Co prawda, demakijaż tej strefy wykonuję przy użyciu płynu dwufazowego, ale rano, dla odświeżenia, lubię przemyć całą twarz płynem micelarnym. Oczywiście jest to niedogodność do przezwyciężenia:), po prostu rano używałam innego kosmetyku.

Płyn zmywa makijaż w sposób zadowalający, tzn. abym miała pewność, że skórę mam dobrze oczyszczoną musiałam zużyć sporą ilość kosmetyku. To oczywiście wpływa na to, że jest mniej wydajny. Skóra po demakijażu jest rzeczywiście nawilżona, odświeżona i wygląda na dobrze odżywioną. Płyn jest delikatny i przez cały czas jego stosowanie nie spowodował u mnie żadnych podrażnień. Jeśli chodzi o drobiny, to dla mnie jest to zbędny element - jeśli nie potrząśniemy butelką prze użyciem wówczas na płatek kosmetyczny wylewa się sam płyn. Równie dobrze składniki w nich umieszczone (witamina E) mogły być zawarte w płynie. Jednak efekt wizualny sprawia, że produkt wyróżnia się na półce sklepowej:).

Produkt Lirene nie pozostawia na skórze tłustej warstwy, ale mimo tego był dla mnie wyczuwalny - tworzył na skórze delikatnie lepką powłokę. Dlatego też zawsze zmywałam go z twarzy.

Podsumowując, właściwości kosmetyku wpływały pozytywnie na moją cerę. Jednak, jak już wcześniej wspomniałam jego wydajność jest słaba, a na demakijaż trzeba poświęcić nieco więcej czasu.

Płyn zakupiłam w Rossmannie i zapłaciłam za niego ok. 15 zł.

Dajcie znać w komentarzach, czy używałyście tego kosmetyku i jak się u Was sprawdził. A może znacie jakiś nawilżający płyn, który możecie polecić?

Pozdrawiam!
Piątek

sobota, 4 października 2014

Wrześniowe nowości

Wrzesień był dla mnie miesiącem obfitującym głównie w zakupy lakierowe (jak mogło być inaczej?). Już w poście z nowościami sierpnia miesiąca pokazywałam Wam dwa lakiery z nowych serii, jakie zaproponowało nam Wibo na jesień. Później stopniowo dokuwałam kolejne sztuki - konkretnie 6, które widzicie poniżej. Części z nich już używałam, ale na blogu prezentacji doczekał się jedynie szmaragdowy lakier z serii WOW Glamour satin oznaczony numerkiem 2 KLIK.


We wrześniu skorzystałam z promocji na colorowo.pl i kupiłam pozostałe trzy lakiery o wykończeniu żelkowym oraz dwa duochromowe (jeden z nich jest dodatkowo holograficzny. 


Lakiery, które dotarły do mnie w ostatnich dniach miesiąca to dwie kostki (letnia i jesienna) zawierające w sumie 8 miniatur. Zakupiłam je na hairstore.pl, gdzie w tej chwili jest na nie promocja.


Pozostając nadal w tematyce paznokciowej - na allegro zamówiłam dwie karuzele (jedna z metalicznymi, a druga z neonowymi i pastelowymi ćwiekami) oraz 6 arkuszy naklejek wodnych. Nie mam pojęcia, kiedy znajdę czas, aby to zużyć;).


W związku z tym, że mój tonik dobija dna, a krem na dzień sprawia niespodzianki, kupiłam dwa produkty Ziaja z serii Liście Manuka. Mam nadzieję, że znajdę się w gronie osób, które lubią te kosmetyki:).


Przyszła pora na przetestowanie kolejnego płynu dwufazowego, tym razem mój wybór padł na Bourjois. Poza tym kupiłam kolejną odżywkę do włosów oraz sól do stóp.


I na koniec zakupy książkowe z Biedronki:).


Znacie te produkty? A może coś wpadło Wam w oko? Czekam na Wasze komentarze:).
Pozdrawiam!

sobota, 20 września 2014

Mandarin & Basil Original Source

Lato, a konkretniej letnie prysznice minęły mi pod znakiem Original Source, a konkretniej dwóch zapachów - Raspberry & Cocoa KLIK i Mandarin & Basil. Jeden słodki i smakowity, drugi ostrzejszy i wyjątkowo charakterystyczny. Zużyłam po dwie butelki powyższych wersji zapachowych, a następnie sięgnęłam po karambolę, ale o niej innym razem. Dzisiaj kilka słów na temat mandarynki połączonej z bazylią:).


Indyjskie mandarynki i afrykańska bazylia to duet o szerokim polu rażenia w walce z codzienną rutyną (informacja z opakowania)
Opakowanie zawiera 250 ml pomarańczowego produktu o żelkowej konsystencji. Przed pierwszym użyciem byłam przekonana, że żel będzie miał mandarynkowy zapach, który ewentualnie będzie delikatnie przełamany innym kontrastowym. Oczywiście pomyliłam się, ponieważ zamiast słodkiego aromatu poczułam ostry i intensywny zapach - coś bardzo oryginalnego i na pewno nierutynowego;). Jestem pewna, że nie każdemu przypadnie do gustu. Ale jeśli ktoś ma dość żeli o słodkim zapachu to wówczas warto sięgnąć po taką owocowo-ziołową mieszankę.
Zapach nie utrzymuje się długo na skórze, ale po kąpieli/prysznicu cała łazienka pachnie bazylią:).


Szkoda, że to tylko edycja sezonowa i już zniknęła z półek mojego Rossmanna. Bardzo możliwe, że w większych drogeriach jeszcze ją dostaniecie:). Tak w ogóle szkoda (po raz drugi;)), że Original Source nie wprowadza ciekawszych sezonowych zapachów do oferty stałej.

Miałyście okazję wypróbować połączenie mandarynki i bazylii? Dajcie znać w komentarzach:).
Pozdrawiam, Piątek

niedziela, 27 lipca 2014

Aktywne serum do rzęs i Regenerujący krem do rzęs L'biotica - wstęp - Projekt Lipiec dzień 27

W dzisiejszym poście przedstawię Wam dwa produktu wyprodukowane przez firmę L'biotica przeznaczone do pielęgnacji rzęs - Aktywne serum do rzęs oraz Regenerujący krem do rzęs. Oba produkty były jakiś czas temu dostępne w Biedronce (a w mojej nadal są). Skusiłam się na nie z czystej ciekawości. Nigdy nie używałam żadnych odżywek, które miałyby wpływać na wygląd rzęs czy brwi. Tym chętnie sięgnęłam po te produkty.
Dzisiaj napiszę Wam, na jakie efekty mogę liczyć, biorąc pod uwagę obietnice producenta. A mniej więcej (raczej więcej:)) za miesiąc, bo tyle minimalnie powinna trwać kuracja, wrócę do Was z kolejnym postem i opiszę, jak na mnie, a raczej na moje rzęsy, wpłynęły te dwa kosmetyki.

Moje rzęsy są średniej długości. Co do ich gęstości to na pierwszy rzut oka jest w porządku, ale jeśli zdarzy się, że wypadnie mi kilka włosków to wtedy pojawiają się trudne (a nawet niemożliwe) do zakamuflowania luki. Wówczas pozostaje mi czekać, aż odrosną:).


Aktywne serum do rzęs jest przeznaczone do stosowania w ciągu dnia, dlatego też może być używane jako baza pod makijaż. W związku z tym produkt jest zamknięty w opakowaniu, które przypomina opakowania tuszu do rzęs i mieści w sobie 7 ml preparatu. Ponadto jest zaopatrzony w silikonową szczoteczkę (taką, jaka widnieje na kartoniku). Sam produkt ma dość rzadką konsystencję.


Serum ma pobudzać rzęsy oraz brwi (!) do naturalnego wzrostu. Ponadto ma hamować ich wypadanie, odżywiać i nadawać naturalny połysk. I za te działania odpowiada innowacyjny kompleks ActiveLash. 
Preparat zawiera keratynę, która uzupełnia niedobór składników budulcowych rzęs, a także zwiększa ich sprężystość i elastyczność. L-arginina wydłuża fazę wzrostu rzęs i aktywuje ich wzrost, a prowitamina B5 zapewnia włoskom większą wytrzymałość oraz nadaje im naturalny połysk.
Produkt nie zawiera konserwantów.

Skład:


Regenerujący krem do rzęs zamknięty jest w tubce o pojemności 10 ml. Należy go stosować na noc, nakładając od podstawy rzęs i opuszkiem palca rozprowadzać po całej ich długości.


Zadaniem kremu jest wydłużenie i pogrubienie rzęs, a także zapobieganie ich wypadaniu. Ma nawilżać i wzmacniać włoski oraz stymulować ich naturalny wzrost. Preparat jest oparty na naturalnych składnikach, zawiera wyciąg z palmy sabalowej, który ma hamować wypadanie rzęs i brwi. Ponadto olejek makadamia ma pobudzać wzrost rzęs, a olejek jojoba nadawać im zdrowy wygląd.

Skład:

Oba preparaty mogą być stosowane przez osoby noszące soczewki kontaktowe oraz posiadające bardzo wrażliwe oczy. Kuracja prowadzona tymi produktami musi trwać minimum 30 dni.

I na koniec wklejam zdjęcie moich rzęs, aby można było później do czego porównywać:).


Używałyście tych preparatów? Zauważyłyście jakieś efekty?

środa, 23 lipca 2014

AA Ultra Nawilżanie Odżywczy płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu - Projekt Lipiec dzień 23

Płynów micelarny używam już od około 5 lat. Wcześniej demakijaż wykonywałam przy pomocy mleczka. W tej chwili posiadam oba rodzaje produktów, z tym, że drugiego używam dużo rzadziej. Moim pierwszym płynem micelarny była wcześniejsza wersja produktu, o którym Wam dzisiaj napiszę. Wtedy był on zamknięty w butelce o innym kształcie i miał nieco inny skład. O ile dobrze pamiętam zużyłam wtedy dwa albo trzy opakowania tego płynu i zrezygnowałam z niego, ponieważ zawierał parabeny (wtedy też odkryłam, czym jest paraben:)). Później w mojej łazience gościł szereg innych specyfików do demakijażu twarzy (m.in. z Perfecty), które jednak nie spełniały w 100% moich oczekiwań. W międzyczasie płyn micelarny z AA przeszedł małe przeobrażenie. Producent postanowił zrezygnować ze składników, które mnie niepokoiły i przy okazji zmienił wygląd opakowania. W tej chwili jest to mój ulubiony produkt do demakijażu twarzy.


Produkt zamknięty jest w białej butelce o pojemności 200 ml. Kolorystyka opakowania (a raczej naklejek) jest utrzymana w niebiesko-szarych barwach, co jest charakterystyczne dla całej serii Ultra Nawilżanie.

Płyn micelarny z AA ma skutecznie oczyszczać skórę twarzy, dzięki strukturom micelarnym. Zawiera kwas hialuronowy i glicerynę, których zadaniem jest zapewnienie optymalnego nawilżenia oraz nadanie cerze gładkości. Betaina ma chronić skórę przed ewentualnym przesuszeniem, a prowitamina B5 odżywiać, łagodzić i nadawać miękkość.


Używam płynu micelarnego dwa razy dziennie - wieczorem do demakijażu i rano, aby odświeżyć skórę oraz usunąć wszelkie zanieczyszczenia czy ewentualny nadmiar sebum. Lubię płyny, które można stosować na okolicę oczu. Ten właśnie taki jest, dzięki czemu mogę dokładnie oczyścić oraz odtłuścić powieki przed wykonaniem ewentualnego makijażu. Produkt nie pozostawia na skórze lepkiej warstwy i nie wymaga zmywania (ja jednak zawsze to robię - takie przyzwyczajenie;)). Płyn delikatnie i skutecznie zmywa z twarzy zarówno lekki, jak i ten bardziej intensywny makijaż. Nie wysusza skóry, wręcz przeciwnie wygląda ona na odżywioną. Mimo tego, zawsze po użyciu płynu nakładam na twarz krem. Radzi sobie również z usunięciem z powiek i rzęs cieni i tuszu. Jednak nie wiem, czy poradzi sobie z tuszem wodoodpornym - nie mam akurat takiego i nie jestem w stanie tego sprawdzić. Dla mnie to i tak nie jest aż tak istotne, ponieważ do demakijażu oczu używam płynu dwufazowego.

Produkt nie zawiera parabenów, barwników i alergenów. posiada pH neutralne dla skóry. Płyn należy zużyć w ciągu 9 miesięcy od otwarcia opakowania.

Poprawiam się i poniżej zamieszczam skład:)


Produkt możecie kupić w Rossmannie za ok. 14 zł.
W tej chwili mam fazę na testowanie nowości, więc na razie produkt z AA poszedł w odstawkę, ale jeszcze na pewno do niego wrócę:).

Piątek

poniedziałek, 21 lipca 2014

Nivea Balsam do ciała pod prysznic Honey & Milk - Projekt Lipiec dzień 21

Balsamy pod prysznic od Nivea są dostępne na rynku kosmetycznym od dłuższego czasu. Ja stosunkowo późno zdecydowałam się na zakup pierwszej (i jak na razie jedynej:)) butelki. Skorzystałam z promocji, aby się przekonać, czy tego typu produkty rzeczywiście działają. Wybrałam wersję Honey & Milk, która jest przeznaczona dla skóry normalnej i suchej.


Produkt zamknięty jest w białej butelce (chociaż inne wersje występują też w niebieskich) o pojemności 250 ml. Kosztuje ok. 16 zł, jednak ja kupiłam swój egzemplarz za ok. 10-11 zł. Balsam nie zawiera sztucznych barwników i silikonów. Konsystencja produktu jest rzadsza niż tradycyjnego balsamu, ale nie lejąca (bardziej przypomina odżywkę do włosów). 

Balsam należy stosować po prysznicem, zaraz po umyciu się, a następnie spłukać jego nadmiar. Dzięki temu nie musimy czekać, aż się wchłonie. Wszystko przebiega szybko i bezproblemowo. Idealnie nadaje się do stosowania po depilacji.  Po użyciu skóra powinna być miękka, delikatna oraz pachnąca.

Muszę się Wam przyznać, że jestem balsamowym leniuchem, szczególnie zimą, kiedy jest ciemno, zimno i niczego się nie chce:). Jednak zakupiłam ten produkt dopiero wiosną i od razu rozpoczęłam testowanie według zaleceń producenta. Szybko zauważyłam, że muszę nakładać nieco więcej balsamu na partie skóry, które mają większą tendencję do przesuszania się. Co więcej, nie spłukiwałam produktu zaraz po nałożeniu, tylko odczekiwałam 2-3 minuty, wtedy efekt był o wiele lepszy. Balsam stosowałam codziennie i starczył mi na nieco ponad miesiąc użytkowania. A jakie dał efekty? Rzeczywiście skóra był gładka i miękka, sprawiała wrażenie dobrze nawilżonej. Również zapach miodu był długo wyczuwalny. Oczywiście nie można tego porównać do efektu, jaki daje stosowanie zwykłego balsamu, bo ten drugi odżywia szybciej i zdecydowanie dogłębniej. Jednak, jak już wspomniałam produkt Nivea dawał efekt nawilżenia, ale może to być również spowodowane zawartością parafiny w składzie. 

Mimo tego uważam, że balsamy pod prysznic są dobrą alternatywą w momencie, kiedy nie mamy czasu czy ochoty na nałożenie tradycyjnego balsamu. Są szybkie i bezproblemowe w aplikacji i sprawiają, że skóra naszego ciała wygląda dobrze. 


Nie wiem, jak sprawują się inne wersje, ale ta z miodem i mlekiem na pewno jest warta uwagi. Czy kupię ten produkt ponownie? Jeśli będzie w promocji, to tak - zwłaszcza zimą:).

Używałyście balsamów pod prysznic? Jakie były u Was efekty?

Pozdrawiam, Piątek!

środa, 16 lipca 2014

Kolastyna Young Żel myjący + peling + maseczka 3 w 1 - Projekt Lipiec dzień 16

Cześć!
Dzisiaj przychodzę do Was z produktem, który według producenta ma różnorodne zastosowanie. Może być żelem myjącym, który ma głęboko oczyszczać, odblokowywać pory i usuwać nadmiar sebum. Jako peeling powinien usuwać martwe komórki naskórka i redukować zaskórniki. Trzeci sposób na ten produkt to maseczka, która ma wyrównywać koloryt skór oraz zapewniać matowy wygląd. 


Produkt zamknięty jest w tubie o pojemności 150 ml, należy go zużyć w ciągu 12 miesięcy. Ma gęstą i grudkowatą konsystencję pasty oraz mentolowy zapach. Łączy w sobie trzy funkcje - oczyszczanie, złuszczanie oraz wyrównywanie kolorytu skóry twarzy. Zawiera Sepitonic M3, chrono-energetyzujący środek z działaniem przeciwrodnikowym, który usprawnia proces komórkowej regeneracji skóry, chroni ją, przywraca jej witalność i świeżość. Drobinki z bambusa mają za zadanie złuszczać naskórek, a co za tym idzie usuwać martwe komórki, nadmiar sebum oraz zanieczyszczenia zatykające pory. Ponadto produkt zawiera białą glinkę, która tonizuje i koi, łagodzi i zmiękcza naskórek oraz oczywiście oczyszcza.


Jeśli o mnie chodzi, to nie jestem w stanie używać tego produktu, jako żelu myjącego. Po pierwsze nie ma on struktury żelu, bo jest bardzo gęsty. Oczywiście to w niczym nie przeszkadza, bo mimo tego można go używać na co dzień. Ale, jak już wcześniej wspomniałam zawiera on drobinki z bambusa, które mają właściwości peelingujące. Moja cera nie jest idealna i co jakiś czas pojawiają się na niej pojedyncze zmiany trądzikowe. Gdybym chciała używać tego produktu codziennie, to pewnie wspomniane zmiany szybko by się rozniosły po całej mojej twarzy. Dlatego niestety nie mogę Wam napisać, jak sprawuje się w roli żelu myjącego.
Jako peeling wypada świetnie. Używam go na zmianę z peelingiem enzymatycznym z Lirene, ale tylko wtedy, gdy moje cera jest w dobrej lub w miarę dobrej kondycji:). Dobrze wygładza cerę, oczyszcza ją z zanieczyszczeń i usuwa martwe komórki naskórka - u mnie dobrze wygładza m. in. obszar w okolicach nosa:).
Maseczka jest moim ulubionym rozwiązaniem. Nakładam produkt na twarz i czekam, aż zaschnie (ok. 10-15 minut). Maseczkę zmywam przy pomocy gąbeczki z Rosmanna - zwilżam ją wodą i przykładam do twarzy i w ten sposób bezproblemowo i stopniowo ściągam produkt z twarzy. Po użyciu cera wygląda świetnie (moim skromnym zdaniem:)), rzeczywiście jej koloryt jest wyrównany, wszelkiego rodzaju zaczerwienienia znikają. Twarz wygląda zdrowo. 

A tak wyglądam, kiedy się upiększam;-D (wybaczcie nieład na głowie). Dzięki swojej gęstości produkt nakłada się na twarz bardzo łatwo.


Produkt jest bardzo wydajny. Był testowany dermatologicznie i nie zawiera parabenów. Jest dostępny w Rossmannie (niemalże wszystko, o czym Wam piszę jest tam dostępne;)) i kosztuje ok. 14 zł.


Skusiłybyście się na taki produkt? Czego używacie w codziennej pielęgnacji twarzy?

Piątek

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...